gazeta.jp Polonia Japonica

Polonijny portal internetowy funkcjonujący w polsko-japońskiej przestrzeni międzykulturowej, prowadzony przez grupę Polek mieszkających, pracujących i działających w Japonii.

 

Galeria

A+ A A-

Co się zmieniło w Japonii? Wspomnienia i refleksje Wyróżniony

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

Japonki w oczach Polek.grafika 3

 

W tym roku nasz projekt na 8. marca to wspomnienia i refleksje na temat tego, co się zmieniło w Japonii podczas naszego wieloletniego pobytu w tym kraju. Do podjęcia tego tematu skłonił nas fakt, że wkróce rozpocznie się w Japonii nowa era, związana z wstąpieniem na tron nowego cesarza i atmosfera sprzyja podsumowaniom mijającego okresu.

 

EWA MARIA KIDO

Co się w Japonii zmieniło? – Niezmienna tradycja i architektoniczna rewolucja

Ewa Maria 1024x769        Znajdujemy się po raz drugi w ciągu ostatnich trzydziestu lat na przełomie epok. 8 stycznia 1989 r. zakończyła się epoka Shōwa (Shōwa jidai), a do końca kwietnia br. będzie trwała obecna epoka Heisei (Heisei jidai). 30 kwietnia br. cesarz Akihito, nazywany w Japonii Tennō Heika, abdykuje przekazując Chryzantemowy Tron swojemu następcy, księciu Naruhito. Będzie to pierwsza abdykacja od 1817 r. Patrząc z perspektywy całej epoki Heisei, nasuwają się różne wspomnienia i siłą rzeczy porównania – jak było kiedyś – i jak jest teraz – co się zmieniło?

Chciałoby się odpowiedzieć, że dużo się zmieniło, kraj jest bardziej nowoczesny, zmieniły się pewne obyczaje, poprawiła się sytuacja kobiet i wzrosły ich zawodowe aspiracje – ale z drugiej strony Japonia pozostała niezmienna. Tradycje są nadal kultywowane. Dynastią cesarską zarządza rygorystyczna Agencja Dworu Cesarskiego (Kunai-chō), która dba o przestrzeganie dawnych protokołów i zasad. Jednak nie jest tak, że zmiany się nie zdarzają. Wbrew protokołowi, młodszy syn cesarza, książę Akishino, ożenił się wcześniej niż starszy Naruhito, a prawo nie przewidywało abdykacji. W związku z narodzinami w 2006 r. księcia Hisahito, zaprzestane zostały jednak dyskusje na temat ewentualnego dziedziczenia tronu przez kobiety.

Są jednak takie obszary, w których zaszły w Japonii istotne zmiany. Japonia była i jest krajem, w którym czas wyznaczają kolejne kataklizmy, szczególnie trzęsienia ziemi. W ciągu ostatnich trzydziestu lat w Japonii miały miejsca 32 duże trzęsienia ziemi (o magnitudzie powyżej 5.5; większość powyżej 7). Najwięcej ofiar spowodowało trzęsienie ziemi w Kobe (Hanshin-Awaji dai-shinsai) w 1995 r., w którym zginęły 6434 osoby oraz trzęsienie ziemi u pacyficznego wybrzeża regionu Tōhoku (Tōhoku-chihō Taiheiyō-oki jishin) w 2011 r., w którym zginęły15893 osoby, a 2536 wciąż uważa się za zaginione. To właśnie te kataklizmy w dużym stopniu wpłynęły na to, że Japonia się zmieniła. Po trzęsieniu ziemi w Kōbe wprowadzono zmiany w przepisach budowlanych i zaostrzono standardy wytrzymałościowe, którym muszą odpowiadać nowe budynki. Po trzęsieniu ziemi w Tōhoku, zaktualizowano przepisy oraz zwrócono uwagę na konieczność zintensyfikowania przebudowy starych budynków. Odbudowę w Tōhoku która nadal trwa, przeprowadza się w oparciu o nowe pomysły dotyczące zabezpieczenia przed falami tsunami, wypracowane przez fachowców przy konsultacji z mieszkańcami.

W związku z „przebudową Japonii” zmienił się krajobraz miejski w Tokio [1]. Wiele realizacji wynikło też z potrzeby regeneracji miasta. Postęp technologiczny w zakresie nowych materiałów budowlanych, zwłaszcza szkła konstrukcyjnego oraz nowe przepisy wymuszające zmiany, spowodowały architektoniczną rewolucję. Zabytkowe budynki wzmocniono od podstaw, a nad nimi lub obok zbudowano drapacze chmur. Obecnie w centrum metropolii, szczególnie w okolicach Ōtemachi, Marunouchi, Yaesu, Kyōbashi, Nihonbashi, Shimbashi, Toranomon i Roppongi jest wiele nowych, często wysokich budynków i następne są planowane. Symbolem trwającej przebudowy Tokio może być dworzec „Tokyo Station” (Tōkyō-eki; fot. 1, fot. 2). Neorenesansowy budynek „Marunouchi Building” (1914) zaprojektowany przez Kingō Tatsuno został w 2012 r. przywrócony do stanu sprzed zniszczeń wojennych i zmodernizowany oraz odrestaurowany na podstawie oryginalnego projektu. Rok później oddano do użytku nowy budynek po stronie Yaesu, a 2017 r. ukończono przebudowę reprezentacyjnego placu stacyjnego – „Marunouchi Station Plaza” (Marunouchi Chūō Hiroba).

                       

 Tokyo Station 2 1280x853 800x533Tokyo Station 1a

                                                                

 Fot. 1 Dworzec tokijski „Tokyo Station” w latach 90.    Fot. 2 „Tokyo Station” w 2018 r.

W Tokio szczególnie przełomowym był rok 2013, w którym zakończono renowację połączoną z całkowitą przebudową kilku ważnych obiektów:

- w marcu 2013 r. ukończono ostatni etap przebudowy siedziby Centralnego Urzędu Pocztowego w Tokio „Tokyo Central Post Office” (Tōkyō Chūō Yūbinkyoku); w należącym do poczty wieżowcu – „JP Tower” (JP tawā) otwarto centrum handlowe „KITTE Marunouchi”;

- w kwietniu 2013 r. otwarto przebudowany teatr „Kabukiza” w Ginza, na miejscu którego stworzono kompleks zaprojektowany przez architekta Kengō Kumę [2], składający się z nowego teatru „Kabukiza” wraz z „Kabukiza Tower” (Kabukiza Tawā);

- we wrześniu 2013 r. ukończono ostatni etap konserwacji i przebudowy dworca „Tokyo Station”, oddając do użytku budynek wejściowy od strony Yaesu wraz z placem stacyjnym; w tym samym czasie odrestaurowano także pozostałości stacji „Manseibashi Station” (Kyū Manseibashi-eki; 1912) i stworzono nowy waterfront wraz z budynkiem „JR Kanda Manseibashi” oddanym do użytku w styczniu 2013 r.

Poza tym, przebudowie uległo i nadal ulega wiele różnych innych obiektów w centrum Tokio, np. przy ulicy Chūō-dōri, która całkowicie zmieniła się w ciągu ostatnich kilku lat. W 2014 r. otwarte zostało w Nihonbashi „COREDO Muromachi 2 & 3”. Budowę nowego obiektu należącego do Mitsui Fudōsan połączono z rewaloryzacją już istniejącego „COREDO Muromachi” (Koredo Muromachi) i „Nihonbashi Mitsui Tower” (Nihonbashi Mitsui Tawā; 2005) [3]. Przy tej samej ulicy w rejonie Kyōbashi, w wyniku wyburzenia starej siedziby firmy Katakura Kōgyō (Kyū Katakurakōgyō Honsha Biru) oraz budynku „Kyobashi 3-chōme Building” (Kyōbashi Sanchōme Biru), w 2013 r. powstał 24-kondygnacyjny budynek „Tokyo Squre Garden (Tōkyō Sukuea Gāden). Na najważniejszym skrzyżowaniu na Ginzie – Ginza 4-chōme w 2016 r. został całkowicie przebudowany wg. projektu firmy „Klein Dytham architecture” budynek „Ginza Place” (Ginza Pureisu). W 2017 r. oddano do użytku kompleks handlowy „Ginza Six” (Ginza Shikkusu) z dużym zielonym tarasem na dachu. Na Ginzie powstało wiele innych nowych obiektów oraz nowych atrakcyjnych realizacji będących butikami znanych firm, takich jak Gucci, Armani, Dior, Hermes, Louis Vuitton, Chanel [4], [5]. Systematycznej przebudowie ulegają nie tylko duże, reprezentacyjne budynki, ale także inne, łącznie z domami mieszkalnymi. Stare drewniane domki stanowią duże zagrożenie pożarowe, które próbuje się wyeliminować przygotowując Tokio na spodziewane duże trzęsienie ziemi.

Ponadto w Tokio w przeciągu ostatnich 30 lat wybudowano wiele drapaczy chmur, a obecnie metropolia liczy 149 budynków o wysokości ponad 150 m. Najwyższym jest „Toranomon Hills” (Toranomon Hiruzu) – 256 m (2014). Inne to m.in.: „Midtown Tower” (Middotaun Tawā; 2007; 248 m), „Tokyo Metropolitan Government Building” (Tōkyō-to Chōsha; 1991; 243 m); „Roppongi Hills Mori Tower” (Roppongi Hiruzu Mori Tawā; 2003, 238 m); „Sumitomo Roppongi Grand Tower” (Sumitomo Fudōsan Roppongi Gurando Tawā; 2016; 230 m). W bieżącym roku zostanie ukończony kolejny budynek dworca „Shibuya Station” (Shibuya-eki) – „Shibuya Scramble Square”(Shibuya Sukuranburu Sukuea; 2019; 228 m) [6]. Niedaleko dworca tokijskiego ma powstać w 2023 r. najwyższy z planowanych budynków – „Tokyo Station Building B” o wysokości 390 m. Firma Sumitomo Moringyō planuje z kolei wznieniesienie w 2041 r. 70-piętrowego wieżowca (350 m) o konstrukcji drewnianej, co odzwierciedla nowe trendy w architekturze.

Zmianą w architekturze w ciągu ostatnich 30 lat jest częstsze zastosowanie drewna do dużych obiektów oraz projektowanie, tzw. „zielonych budynków”. Reprezentatywnymi obiektami z drewna, będącymi w budowie w związku z olimpiadą w Tokio w 2020 r. są nowy stadion olimpijski „New National Stadium”(Shin Kokuritsu Kyōgijō)oraz dworzec „Takanawa Gateway” (Takanawa Gētowei-eki) – oba autorstwa Kengō Kumy. Kuma jest także projektantem urzędu dzielnicowego „Toshima Ward Office” (Toshima Kuyakusho; 2015) będącego tzw. „zielonym budynkiem”, w którym zastosowano panele słoneczne, recyklingowane drewno oraz zrealizowano ogólnie dostępny „pionowy ogród”. Poza „zielonymi dachami”, które obecnie są w określonych warunkach normą, oraz „zielonymi ścianami”, które pojawiają się często, na przykład na dworcach kolejowych, nowoczesne budynki są projektowane na zasadzie tworzenia struktur i wykorzystywania procesów, które są przyjazne dla środowiska i zasobooszczędne w całym cyklu istnienia obiektu.

Spoglądając zatem dzisiaj, na przełomie er na Japonię pod kątem zmian, zaobserwować można dużą różnicę w krajobrazie miast. Ogromnym przeobrażeniom w obszarze budownictwa i architektury towarzyszą inne zmiany z zakresie dostępności informacji (jest wielojęzyczna), w zakresie „architektury bez barier” i przestrzeni dostosowanej do wszystkich. Dzięki temu Tokio i Japonia w ogóle są łatwiejsze do życia pod wieloma względami i bardziej przyjazne dla każdego niż kiedyś.              

[1] http://poloniajaponica.jp/obserwacje-japonskie/item/1153-japonia-w-przebudowie

2] http://poloniajaponica.jp/obserwacje-japonskie/item/1528-architektura-kengo-kumy-kengo-kuma-a-lab-for-materials

[3] http://poloniajaponica.jp/obserwacje-japonskie/item/1337-wystawa-eco-edo-nihonbashi-art-aquarium-2015-i-rewitalizacja-nihonbashi

[4] http://poloniajaponica.jp/obserwacje-japonskie/item/1521-edo-kiriko-i-architektura-inspirowana-krysztalem

[5] http://poloniajaponica.jp/obserwacje-japonskie/item/1199-nowe-elewacje-na-ginzie

[6] http://poloniajaponica.jp/obserwacje-japonskie/item/1562-regeneracja-miasta-i-dworca-shibuya-nowy-budynek-shibuya-stream

 

EMILIA OKUYAMA

Wtedy w Japonii

Emilia zdjecie 2Chodzę po shōtengai (czyli małej ulicy handlowej) w Sugamo, gdzie wtedy mieszkałam. Dziwny świat. Niby Tokio i to blisko centrum, a jestem na małej uliczce, gdzie są głównie 2-4 piętrowe budynki i malutkie sklepiki. Te są zupełnie inne niż w Warszawie. Sklep z futonami i poduszkami różnymi, bardzo kolorowymi i sporo w kształcie wałeczków. W tym samym małym sklepiku sprzedają hanteny (domowe kolorowe krótkie do bioder watowane kufajki, zawiązywane z przodu, przeznaczone na zimę). Mają bazę kolorystyczną przeznaczoną dla mężczyzn - na granatowym tle geometryczne wzory i dla kobiet w czerwieni lub różu z wzorami kwiatowymi lub falistymi.

Idę dalej – sklepik z miso, tego też nigdy nie widziałam, całe mnóstwo smaków, a i tak nie umiem wybrać, bo dopiero dowiaduję się, co to jest miso i jak się tego używa. Wszędzie w każdym sklepiku uśmiechają się, dają mi jakieś próbki i coś mówią radośnie i dużo. Wielki kontrast po przyjeździe z Polski, gdzie należało grzecznie czekać i może sprzedawczyni łaskawie zwróciła uwagę i coś udało się kupić...

Dalej, sklep z herbatami zielonymi, tu też zachęcają mnie do spróbowania. Po japońsku jeszcze nie mówię, a tu nikt nie mówi po angielsku, ale widać nic to nikomu nie przeszkadza oprócz mnie. Sklep gdzie sprzedają tōfu, co dla mnie wygladało wtedy jak jakaś biała galaretka zanurzona w wodzie. Sklep z senbei, całe masy okragłych, kwadratowych i podłużnych twardych krakersów, ale innych w smaku niż mi znane. Dalej mały wagonik na kółkach z żarzącymi się węglami, a na nich pieką się czerwone bataty - Yakiiimo, Yakiiiomo - rozlega się nagrana muzyczka. Różności dziwne niezmiernie. Po raz pierwszy kupuję na ulicy coś w kształcie rybki z ciasta, a w środku jest słodka fasola.

Wędrując dalej widzę stragan z suszonymi rybkami i obok stoisko z kwiatami. Dziwne zestawienie zapachowe. Jest też śliczny sklepik - składzik z porcelaną japońską o wielu fantastycznych kształtach w kolorach głównie białym z granatowym. Sklep, gdzie sprzedają kurczaki pocięte na wszystkie możliwe sposoby i jednocześnie z małym grillem drzewnym przy ladzie, gdzie sprzedają yakitori (coś jak małe szaszłyki z różnych części kurczaka, często czymś przekładane np. porem lub grzybkiem). Sklepy mięsne, rybne, warzywno - owocowe, gdzie na zewnątrz wystawione są także skrzynie i handel odbywa się bardziej na ulicy niż w sklepie. Oczywiście nie brak też sklepów apteczno - kosmetycznych i sklepów z akcesoriami buddyjskimi, jako że ulica ma również 2 świątynie buddyjskie.

No i jeszcze jeden dziwny sklep, gdzie sprzedaje się głównie czerwone majtki dla kobiet i czerwoną bieliznę. Wiszące w szeregach na stojakach czerwone figi i długie reformy wtedy mnie zadziwiły, a teraz po wielu latach wiem, że kupuje się je na na 60. urodziny. Są symbolem zdrowia i witalności.

Było to dla mnie wtedy niezwykle malownicze i egzotyczne jednocześnie miejsce, tak inne od głównych ulic w Ginza, Harajuku czy Shinjuku. Tak, jakbym się nagle przeniosła do innej epoki.

 

A teraz współcześnie, jak jest tam, na słynnym shōtengai w Sugamo? Czasem tam bywam, chętnie w dni targowe 4, 14 czy 24 każdego miesiąca, gdzie większość sklepów wystawia swoje towary na ulicy i jest tłoczno i gwarnie. Wiele osób przybywa specjalnymi autokarami w te dni. Jest tam wtedy nastrój festynu i zabawy. Nadal sprzedaje się okonomiyaki (warzywa w cieście smażone na blasze i posypane nori, katsuobushi - wiórki rybne, imbirem i polane sosem z majonezem), sprzedawane są także banany na patyku zanurzone w czekoladzie i inne tradycyje przekąski, które spożywa się na ulicy. Niektóre sklepy już nie istnieją zastąpione niestety sklepami sieciowymi. Nie ma także już sklepów z miso, tōfu, składu z porcelaną. Sklep z czerwonymi majtkami ma się dobrze i chętnie jest odwiedzany przez turystów. Ale nadal czuje się tam zachowany charakter dawnej Japonii, gdzie ludzie się znają, pokrzykują, rozmawiają i żyją w mniejszym pośpiechu. Czy mi żal tego odchodzącego świata? I tak, i nie. Tak, bo takie ulice są niezwykle japonńskie i na pewno nadal wiele osoób lubi kupując z kimś porozmawiać, czy poplotkować. A nie, bo lubię duże, nowoczesne sklepy, gdzie mogę znależć wszystko w jednym miejscu. Na starych uliczkach lubię tą niezapomnianą atmosferę i tradycyjne sklepy, których jest juz coraz mniej, a także atmosferę powrotu do dawnych czasów.

 

Lubię także zmiany. Wiele dzielnic zmienia się w niezwyklym tempie i powstają nowe budynki, niektóre fantastyczne i stają się znakami rozpoznawczymi, inne niekoniecznie. Zmiany są znakiem naszego czasu, w którym żyjemy.

 

URSZULA STYCZEK-BOYEDE

Japonia coraz bliżej dla wszystkich

Ula Styczek 800x600      Kiedy wyjeżdżałam z Polski na stypendium prawie 30 lat temu, ledwo co zaczęła się era Heisei. Był to zaledwie trzeci jej rok (1991). Wtedy wydawało mi się, że naprawdę jadę na drugi koniec świata, nie tylko jak na mapie. Nie miałam konkretnego pojęcia, dokąd jadę i jak wygląda kraj, który stał się moją drugą ojczyzną. Wszystko było takie dalekie. Właśnie wtedy Polska zmieniała swe oblicze polityczne. Serce mi się ściskało, bo nie mogłam na bieżąco śledzić tych zmian. Naturalnie, nie było ani internetu, ani poczty elektronicznej, ani tym bardziej bezpłatnych telefonów w stylu Messanger, Line czy WhatsApp. Dla współczesnego młodego pokolnia jest to coś nie do pomyślenia, że dzwoniło się do Polski na pięć minut raz w tygodniu z jedynej państwowej firmy telefonicznej KDD, która miała możliwość połączeń z zagranicą. A w następnym miesiącu przychodziły absturdalnie wysokie rachunki, jeśli czasem przekroczyło się zaplanowany limit czasowy. A kiedy wśród cudzoziemców u nas na prowincji w Hiroshimie rozeszła się wieść, że rozpoczęła działalność brazylijska linia „Brastel”, każdy podawał sobie tę wiadomość z ulgą, że wreszcie będzie można pogadać dłużej.

Pamiętam, jak na samym początku pobytu chodziłam do budki z zielonym telefonem na 10 i 100-jenówki, trzymając w garści woreczek zbieranych przez cały tydzień monet, żeby usłyszeć głos mamy! Potem można było dzwonić z trochę większych automatów, z bardziej skomplikowaną obsługą, ale nadal zasada była ta sama: „wrzuć monetę”. A jakim super wynalazkiem były karty telefoniczne! To dopiero była radość, kiedy można było kupić kartę telefoniczną za 1000 jenów i gadać „do woli”, tzn. aż się karta nie skończy. Teraz już nikt nie pamięta, jak piękne były to karty i dzięki którym rosła liczba ich kolekcjonerów zarówno w Japonii jak i w Polsce! Pamiętam, że kupowałam takie karty, bardzo oryginalne, z różnych miejsc w Japonii. Początkowo sama je zbierałam, ale potem przekazałam całą kolekcję koleżance w Polsce. Radość nie miała granic!

Inna formą komunikowania się z rodziną i przyjaciółmi były listy (nadal są oczywiście!), które szły bodaj 2-3 tygodnie, ale nie zawsze docierały, bo jak się nakleiło jakiś ładny znaczek z Japonii, to po prostu ginęły... dla tego właśnie znaczka. Z Polski raczej dochodziły. Pamiętam ten strach, że może mój list nie dojdzie, wiec początkowo wysyłałam wszystko poleconymi. Na marginesie dodam, że paczki do Polski nadal wysyłam z poleceniem.... Nawyk z młodości...?

Tak więc na poczatku lat 90-tych wiadomości o zmianach w kraju prawie w ogóle nie docierały. Teraz czuję pewien niedosyt i „przerwę historyczną”, w tym, co właściwie nastąpiło w Polsce w tamtych latach.  

Kolejna ogromna zmiana, jaka zaszła w Japonii, to liczba cudzoziemców mieszkających i odwiedzających ten kraj. Japonia stała się bliższa i dostępniejsza dla świata. Uważam, że jest to bardzo pozytywne zjawisko, że coraz więcej ludzi może ją odwiedzać. Pamiętam czasy w Hiroshimie, kiedy pozdrawiało się każdego białego człowieka napotkanego na ulicy, a czasem nawet zagadywało, szukając w nadziei kogoś „bliższego duszy” niż Azjaci. Obecnie jest to nie do pomyślenia, bo trzeba by było pozdrawiać „pół” Kioto czy Hiroshimy (trochę tu mniej cudzoziemców, ale też dużo!).

Jest wiele rzeczy, które na zawsze zniknęły ze świadomości Japończyków, jak genialne „bilety objazdowe” na pociąg shūyūken, którymi można było dojechać za niewielkie pieniądze na drugi koniec kraju. Byłam jednym z potencjalnych jego użytkowników. Raz wyjechałam za jakieś niewielkie pieniądze na trzy tygodnie z Hiroshimy na zachodzie Japonii aż na Hokkaido na samym północno-wschodnim krańcu. Nie pamiętam dokładnie ile, ale przy obecnych wysokich cenach za przejazdy, była to śmieszna suma. Szkoda, że już ich nie ma! Na szczęście dobrze, że pozostały „bilety osiemnastolatków” czyli seishun-jūhachi kippu, którymi kiedyś przejechałam z Tokio do Hiroshimy za trochę ponad 2 tysiąca jenów. Dziś, znowu nie do pomyślenia!

Świat się zmienia, jest to zrozumiałe. Oczywiście, ta Japonia z początków ery Heisei powoli przechodzi w niepamięć. Zamykam oczy i widzę młode kobiety o dość długich i prostych, kruczoczarnych włosach z lekko podkręconymi grzywkami. Teraz serce się raduje na widok kobiet o czarnych włosach, gdyż większość farbuje je na kolory od ciemnego brązu do jasnego blondu. Pamiętam ludzi w pociągach zaczytanych w powieściach, które z czasem zamieniły się w komiksy manga. Dziś już prawie nikt nie czyta książek, a oczy nieomal każdego pogrążone są w komórkach – także z mangami. Jedyne, co się nie zmieniło to cisza i kompletny brak komunikacji między ludźmi. Zmienił się jedynie środek zajęcia ich uwagi, z książki w komórkę. W wielkich miastach ten sam pośpiech, to samo zaangażowanie w pracę, które kiedy przejawiało się częstym odruchowym spoglądaniem na zegarek. Dziś tę funkcję pełni telefon komórkowy, ludzie jakoś przestali nosić zegarki... Czasem sobie myślę, że niewiele się zmieniło w Japonii, ta sama ujmująca uprzejmość, akuratność, perfekcyjność... u starszych ludzi. Młode pokolenie coraz rzadziej podążą za doskonałością Japonii. Jaka będzie nowa era, której imienia jeszcze nikt nie zna? Z nadzieją chcę patrzeć w przyszłość. I wiem na pewno, że Japonia stała mi się jeszcze bliższa.

 

JOANNA SATO

KRESKA PODWÓJNA

wielobarwna, nieregularna, ciągła, przerywana

 

&

joannasato-2Styczeń 1989 roku. W Japonii rozpoczyna era Heisei. Ja jednak jeszcze o tym nie wiem. Wiadomości o objęciu tronu przez nowego cesarza Akihito, syna zmarłego cesarza Hirohito, docierają do mnie jak opowieść z mało znanego mi zbioru baśni. Nie poświęcam tym informacjom zbyt wiele uwagi. Skupiona jestem na historii, której tekst i ilustracje kreślone są kreską pojedynczą, solidnie osadzoną w polskiej rzeczywistości.

To zaczyna zmieniać się pod koniec tego samego roku. W mojej jednorodnej polskiej narracji pojawiają się japońskie wątki. I choć nadal otaczają mnie polskie krajobrazy, to w ilustracjach i tekście, które je opisują, widać już tę drugą kreskę. Nie jest jeszcze zbyt odważna i nie zachowuje ciągłości. Porusza się raczej w tle i tylko sporadycznie wybija się na plan pierwszy. Coraz bardziej jednak mnie absorbuje i kieruje moją uwagę w stronę tych nieznanych japońskich opowieści.

 

&

Lipiec 1992 roku. Otwieramy z moim japońskim mężem drzwi naszego pierwszego mieszkania w Kobe. Nieznany japoński zbiór baśni zamienia się w bezpośrednio otaczającą mnie rzeczywistość, którą trzeba nazwać, oswoić i opisać. Ta druga, nieśmiała kreska z tła mojej opowieści sprzed trzech lat robi się wyrazista i solidna. Zaczyna dominować w tekście i ilustracjach. Tempo narracji i barwy obrazów, które ze sobą niesie, są tak dynamiczne, że ledwo nadążam z percepcją i rozumieniem tego utworu. Poprzednia bohaterka pierwszego planu blednie i odsuwa się w tło. Albo nabiera innych znaczeń - jak lata w datach moich nowych japońskich dokumentów. Każdy rok ważnych życiowych wydarzeń zostaje przełożony z czterocyfrowych liczb tysiąc-dziewięćset-dziesiąt-którychś na pojedyncze cyfry lub liczby dwucyfrowe z poprzedzającą je dużą literą S lub H* (lub odpowiadającymi im japońskimi znakami kanji).

Zanikanie mojej jednorodnej niegdyś polskiej kreski dotyka mnie do żywego. Usiłuję gromadzić narzędzia, które pomogą mi utrzymać jej wyrazistość, ale dostęp do nich nie jest łatwy. Polski tygodnik posyłany przez rodzinę raz na miesiąc. Kilkuminutowa rozmowa telefoniczna z kimś ukochanym z Polski, która kosztuje cały majątek. List. Na kartce papieru, w kopercie ze znaczkiem i klasycznym kalendarzem takiego pocztowego dialogu - odpowiedzi na zadane pytania przychodzą po kilku tygodniach. I czasami podróż do Polski - długa, uciążliwa, z przesiadkami i hotelami po drodze.

Jakoś jednak udaje mi się utrzymać obecność polskiej kreski w mojej narracji. Nabieram coraz większej wprawy w przeplataniu treści tekstów, mieszaniu barw ilustracji, utrzymywaniu równowagi w tej dramaturgii. Znika wcześniejszy dyskomfort bolesnego rozszczepienia. Podwójność mojej opowieści zamienia się w bardzo ważny i cenny aspekt mojej tożsamości.

I tylko czasem któraś z kresek nagle urywa się, traci ciągłość. Z opowieści odchodzą kolejne ukochane osoby, z ilustracji znikają miejsca i krajobrazy. Przerwanych wątków nie da się już podjąć na nowo, a ból tej narracyjnej pustki jest w obydwu opowieściach bardzo podobny.

 

&

Marzec 2019 roku. Za kilka tygodni skończy się era Heisei. 1 maja na tron cesarski wstąpi książę Naruhito, po abdykacji swojego ojca, cesarza Akihito. W japońskiej opowieści, która od tak wielu lat jest moją codzienną lekturą, zamyka się kolejny rozdział i rozpoczyna następny.

Dwoistość kreski mojej historii już dawno ustaliła się i okrzepła. Obydwie uczestniczki tej pary biegną i przeplatają się w zgodnym i ustalonym rytmie. Żadna nie walczy o przewagę, nie dopomina się o swoje prawa. Ja zaś dbam o ich jakość, o zachowanie tej partnerskiej kooperacji i balansu w narracyjnym uczestnictwie. A jest to teraz takie łatwe. Do mojej dyspozycji w każdej chwili jest pełna klawiatura aplikacji na kilku elektronicznych gadżetach. W nich gazety, telewizje, radia, długie rozmowy z rodziną i przyjaciółmi, a właściwie spotkania, bo przecież bez trudu możemy się na naszych ekranach zobaczyć. I nawet widok na rynek mojego rodzinnego miasta z kamery „live”. Bezpośredni lot z Tokio do Warszawy trwa niecałe 11 godzin. W czasie pobytów w Polsce ten elektroniczny strumień płynie w odwrotnym kierunku.

Przy tak doskonałych narzędziach obydwie kreski powinny raźnie biec w przyszłość, bez obaw i wątpliwości. Lśniące ekrany potrafią tak pięknie wygładzić rzeczywistość. W obydwu moich opowieściach pojawiają się jednak niepokojące wątki. Akcja japońskiego utworu już dawno straciła wartkie tempo nieustającego sukcesu. W polskiej narracji od jakiegoś czasu na pierwszy plan wysunęły się treści, które budzą opór, niechęć i niezgodę. I w jednym i w drugim scenariuszu na przyszłość pojawiają się zapowiedzi scen, w których nikt nie chciałby uczestniczyć.

 

&

Jeden z moich japońskich dokumentów ma być wymieniony w 33 roku ery Heisei. Ten rok nigdy nie nastąpi. Dla nowego cesarza zostanie wybrana nowa nazwa okresu jego panowania. Licznik lat zresetowany zostanie do jedynki. Upływ czasu zacznie być mierzony na nowo.

Czasami tak bardzo chciałoby się dokonać podobnego manewru. Zmienić tytuł rozdziału. Sprawić, żeby przyszłość się nie wydarzyła. Zacząć tworzyć tekst i ilustracje naszej opowieści nową kreską. Pojedynczą, podwójną, a może wielokrotną. Kolorową i nie zawsze regularną. Ale bez przerw, w których pustce znikają miejsca i ludzie.

—————————————

* S oznacza erę Shōwa, czyli lata panowania cesarza Hirohito, od grudnia 1926 do stycznia 1989; H oznacza erę Heisei - okres panowania obecnego cesarza Akihito, od stycznia 1989; Heisei zakończy się 30 kwietnia 2019, abdykacją cesarza Akihito.

 

DARIA MIURA

進化 (shinka): ewolucja

 

DARIABył sobie taki aktor, który na każde pytanie dziennikarza odpowiadał „nie wiem”. Po półgodzinnym wysiłku z obu stron, by rozmowa wreszcie zaczęła się kleić (pytający pytał nader przemyślanie i dogłębnie, a odpowiadający traktował to zgoła poważnie) starań zaniechano, a wywiad wylądował w koszu. 

Temat był o życiu i miłości. Można by dywagować godzinami, a nie udało się nawet przez pół.

Źle się dobrali panowie. 

Zupełnie jak ja. Ja i pani Japonia.

Przypadkowo znalazłyśmy się w tym samym miejscu i w tym samym czasie i wciąż nie potrafimy się dogadać. Jak synowa z teściową.

Dwie obce osoby, rodzina z przypadku.

Ja jestem synową, a ona teściową, no bo stara i zrzędliwa. 

Bo zawsze ma rację i jest u siebie. 

Weszłam do rodziny na jej zasadach, podlegam ocenom i weryfikacjom. 

Staram się, ale nie wiem, czy wystarczająco. Śpię niespokojnie.

I tak już od dwudziestu lat.

Japonia mnie nie oszczędza. Metodą bata i marchewki egzekwuje i łaskawie wynagradza (sporadycznie). Jest arcydziełem absolutnym, któremu zmiany są niepotrzebne, wręcz szkodzą, zatem wszelkie starania są po mojej stronie.

To przepiękna, wielobarwna roślina w rzeczywistości owadożerna, czekająca nieruchomo na naiwnego owada. Jej ruch jest moją zgubą. 

Urodziłam mądrego syna, poszłam na kolejne studia, znalazłam pracę. Kupiłam mieszkanie, hoduję zioła na balkonie. Używam języka, jeżdżę samochodem, płacę podatki. Mam drugiego męża, czasem plotkuję na tenisie. Standard. 

Dwie dekady temu, gdy przyjechałam do Japonii, miałam głowę pełną planów i pomysłów, ale skoro bujałam w obłokach, to wystarczająco ważkie te myśli najwidoczniej nie były.  Moje wyobrażenia o nieskończonej estetyce, technologii i moralności zmiotła rzeczywistość, każąc mi mieszkać w klitce z ciasną wanną i wyślizganym linoleum. Zbrojone szyby w oknach nie pokazywały nieba, a pralka nie grzała wody. O tylko dwóch palnikach w kuchni wstydziłam się powiedzieć ciotkom spod Konina. Upalne w lecie, niedogrzane zimą pokoje, były stałym tematem rozmów ze znajomymi z architektury. 

Przypominało mi się, gdy, będąc jeszcze w podstawówce, odwoływali zajęcia, bo klasowe termometry pokazywały zaledwie 18 stopni. A ja tutaj witałam poranki białym 6 stopniowym oddechem. Nie wychodząc z sypialnianego łóżka! Upst: futonu. Przecież wystarczy uszczelnić, nieznacznie ulepszyć. Dostosować, zmienić. Gromiliśmy.

Dlaczego nikt na to jeszcze nie wpadł? Czy nikomu nie przeszkadza pracownicza toaleta, która w grudniu mogłaby chłodzić wino i sery, a kobiety wolą biegać do lekarza z chronicznym zapaleniem pęcherza, niż zrobić woltę? Woltę o sikanie w humanitarnych warunkach?

Właśnie: Japonia zaczęła mi się jawić nieludzko wygodnie. Raz nieludzko, raz wygodnie. Podczas gdy podstawowe aspekty życia, takie jak wygoda i komfort mieszkania traktowane były po macoszemu, wysoki standard usług zwalał z nóg oślepiając papierem do pakowania i białym uśmiechem ekspedientek. W jednym momencie z biedaka zamykającego za sobą pancernymi stalowymi (taka moda) drzwiami zabawkowe lokum z mikroskopijną plastikowa łazieneczką,  przeobrażałam się w panisko wchodzące z wielką pompą w posiadanie złotego pudełka, powiedzmy, czekoladek. Każda czekoladka pakowana z osobna i z pietyzmem. Dziesięć osób pracowało nad tym kakaowym cackiem. Nie zjem, nie mam odwagi. Oddam na prezent.  Będzie mi się śnić po nocach.

Jako Pan, czyli klient innymi słowy, mogę się wykłócać niesprawiedliwie, a i jeszcze mnie przeproszą. Nikt nie pośle do diabła. Zostanę wysłuchana, pokiwają nade mną głową. Szacun.

Czasem tak sobie myślę, że wszelkie zmiany zachodzące w Japonii wynikają przede wszystkim z potrzeb rynku. 

Ja, jako klient jestem panem. Rynek jest królem! Dzieli i rządzi.

To rynek wymyślił czekoladki na Walentynki, to rynek karmi tradycyjnym tortem na Wigilie Świąt Bożego Narodzenia. 

Tysiące klientów oczekiwanych z okazji olimpiady w Tokio w 1964 roku stały się motorem do zbudowania metra i stworzenia  miejskiej infrastruktury służącej do dziś. Kolejne tysiące zrestrukturyzują miasta wokół specjalnie na 2020 rok i jego olimpijski znicz, oświetlający jasno Państwo Sakury. 

Konduktorzy w Shinkansenie zapowiadają wreszcie po angielsku, a sławny producent odzieży sportowej, Asics ogłosił zbiórkę starych ubrań do przeróbki ich na uniformy dla rodzimych olimpijczyków. Bo temat eko stał się chodliwym towarem.

Rynek szaleje, Japonia tętni.

Kolejny postęp nastąpi z kolejnym międzynarodowym wydarzeniem. Zapewne.

A ja przez te wszystkie lata wyewoluowałam na super pszczołę. Wychowana o krok od rosiczki, wykształciłam sześcioro skrzydeł, dwie trąbki i dwadzieścia nóżek. Gdy zajdzie potrzeba, uskoczę w bok, odlecę nagle, zagadam czy zaśpiewam. Trzymam gardę, nic mnie nie zaskoczy.

Tu się wespnę, tu popodgryzam. A na końcu spiję obydwiema trąbkami.

I będę się jeszcze lepiej bawić niż teraz! 

 osaka street view

 

 

RENATA MITSUI

Bez tytułu

R. colorsPrzyjechałam do Japonii w 1985 roku. Trwała jeszcze era Shōwa (1926-89), najdłuższa i najbardziej burzliwa epoka we współczesnej historii Japonii. Doświadczyłam tylko jej końcówki, czyli bańki ekonomicznej, która już wkrótce miała pęknąć z wielkim hukiem. Zapamiętałam te pierwsze lata w Japonii jako czas radosnej i przesadnej konsumpcji, upodobania do luksusu, kiczowatego zapożyczania z bardziej odległego niż dziś Zachodu. Wzbogaceni nagle Japończycy chcieli i mogli kupować wszystko, co najdroższe. W gabinetach prezesów wielkich korporacji zawisły arcydzieła światowej sztuki. Japońska młodzież (a przynajmniej jej część) bawiła się na całego w tokijskich dyskotekach.

Lansowano wówczas hasło kokusaika (internacjonalizacja). Myślę, że obecnie kokusaika jest znacznie dalej posunięta niż wówczas. Dzięki rozwojowi internetu i nowoczesnych technik komunikacji świat stał się bardziej dostępny i nie brakuje informacji o odległych krajach. W tokijskim tyglu spotykam o wiele więcej cudzoziemców niż wtedy. W obsłudze pobliskich supermarketów pracują Chinki, a za ladą sklepu całodobowego stoją młodzi mężczyźni o wyglądzie Hindusów. Na ulicach Tokio tłumy chińskich turystów. Poczyniono ostrożne kroki w kierunku szerszego dopuszczania cudzoziemców do pracy w Japonii.

 

34 lata spędzone w tym kraju to kawał czasu. W tym czasie w Polsce zaszły ogromne przemiany, transformacje systemowe, a i teraz rodzinny kraj ciągle się zmienia. W porównaniu z Polską Japonia jest stabilna, wręcz nudna: ten sam system polityczny, ta sama partia u steru rządów, ten sam fundament solidnych, biurokratycznych instytucji. W ciągu mojego pobytu w Japonii opozycja doszła do władzy tylko raz i to zaledwie na 2 lata. W historii Japonii zmiany nie dokonują się drogą gwałtownej rewolucji, która zmywa bezpardonowo stare systemy, aby zastąpić je całkiem nowymi. Raczej stare ulega erozji, kruszejąc powoli za konserwatywną fasadą. Nie znaczy to jednak, że nic się nie zmienia, a stabilność ma swoje dobre i złe strony.

 

Przez dwadzieścia parę lat po przyjeździe do Japonii nie przeżyłam silnego trzęsienia ziemi. Kataklizm w Kobe w 1995 roku był niepokojącym sygnałem, ale dochodzącym z oddali. Doświadczenie wielkiego trzęsienia ziemi w 2011 roku zmieniło wiele. Przeżycia tamtego okresu uświadomiły mi jakoś bardziej naocznie, że u podstaw kultury japońskiej tkwi katastrofizm, a upodobanie Japończyków do rzewnego, rozdzierającego serce smutku pokazało swoje korzenie. 

Katastrofalne wydarzenia 2011 roku przyniosły rozmaite konsekwencje. Runął mit bezpieczeństwa energii jądrowej, a zwykle niezaangażowani w dyskusje polityczne obywatele jakby obudzili się z letargu i zaczęli protestować. Na przykład w Tokio odbywały się masowe demonstracje antynuklearne i antyrządowe, w których brały udział setki, a czasem tysiące ludzi.

 

Podczas mijającej ery Heisei upadły też inne mity, czy też obiegowe przekonania. Pamiętam, że w czasach mojej młodości Japończycy zwykle byli przekonani, że należą do klasy średniej, średnio zamożnej, ani biednej, ani bogatej i w miarę zadowolonej z życia. Potem nadeszły lata chude. „Stracona dekada” lat 90. i kolejne dekady ery Heisei. Podobno nie wszystkie były stracone, a w erze Heisei co prawda panował pokój, ale następowała erozja dotychczasowych systemów. Społeczeństwo japońskie zbiedniało, a firmy i instytucje zaczęły oszczędzać na pracownikach. Pojawiły się takie określenia jak working poor – ludzie, którym nie starcza na życie, choć pilnie pracują. Wiadomo już, że nie wszyscy należą do klasy średniej, są biedni i bogaci, a różnica między nimi się pogłębiła.

Obecnie bardzo wysoki odsetek japońskich pracowników (ok. 40%) to osoby zatrudnione czasowo i zwykle gorzej wynagradzane niż pracownicy etatowi. Większość wśród nich stanowią kobiety. Efektowne hasło abenomiki o budowaniu społeczeństwa, w którym kobiety będą błyszczały, nie przekłada się na realia. Nota bene obecnie blisko 70% Japonek pracuje poza domem, często właśnie na zasadach pracy czasowej. Japońskie kobiety jeszcze nie przebiły głową sufitu, który często określa się mianem szklanego, a w Japonii wydaje się być wykonany z całkiem nieprzezroczystego, patriarchalnego betonu. Zmienia się jednak świadomość samych kobiet, dotycząca ich praw do traktowania na równi z mężczyznami, rosną ambicje. Rzadkie, ale spektakularne przypadki oskarżania o sexual harrasment i dyskryminację kobiet w miejscach pracy stały się faktem. Głos kobiet stał się bardziej słyszalny, ale nadal muszą głośno krzyczeć, walcząc o swoje prawa. Nasiliła się kobieca solidarność, na przykład 8 marca br. w Tokio odbędzie się Tokyo Women's March, organizowany tu po raz trzeci, a zainicjowany w 2017 roku w USA.

 

Zmianie ulega stopniowo system wartości, ukształtowany w powojennej Japonii, a więc we wspomnianej wcześniej epoce Shōwa. Mówi się o tym, że obecnie wielu młodych ludzi nie dąży już do posiadania samochodu, nie chce drogich towarów, czy ogólniej mówiąc nie interesuje ich konsumpcyjny model życia albo po prostu ich na niego nie stać. Młodzi szukają wartości odmiennych niż te, którym hołdowało pokolenie ich rodziców, pragną innej jakości życia.

Specjaliści już od dłuższego czasu piszą o rozpadzie lansowanego przez znaczną część XX wieku modelu rodziny, opartego na założeniu, że ojciec rodziny zapewnia jej utrzymanie, a matka zajmuje się wszysttkimi sprawami domowymi i jest całkowicie odpowiedzialna za wychowanie dzieci. Aktualny przez długie lata system shūshin koyō, gwarantujący pracownikowi stabilne zatrudnienie, przestał być powszechną normą. Nie miejsce tu, aby podawać liczne dane statystyczne, a zakres moich własnych obserwacji jest ograniczony. Do pewnego stopnia odczuwam te zmiany i obserwuję w swoim otoczeniu.

 

Chciałabym wspomnieć też o innych zmianach, widocznych gołym okiem. Pisano o tym, że Japonia to kraj „konstrukcyjny”, który tonami cementu zalewa swoją przyrodę. Niezbyt często mam okazję obserwować przyrodę, ale widzę zmiany za oknem swojego mieszkania. Pusta przestrzeń polderu ciągnącego się do brzegu Zatoki Tokijskiej została szczelnie zabudowana. W latach 90. i później nastąpił wysyp wieżowców mieszkalnych, dzięki którym zwiększyła się powierzchnia mieszkań. Marzeniem wielu stało się zamieszkanie w nowoczesnej tower mansion, alternatywy dotychczasowego my home, domku ciasnego, ale własnego. Ja też mieszkam w wieżowcu.

W Tokio widać pozytywną stronę japońskiego upodobania do zabudowywania przestrzeni w nowy i nowoczesny sposób. Metropolia nieustannie się zmienia i jest w ciągłym ruchu.. Cieszę się, że trwa modernizacja starej stacji JR Ochanomizu, z której regularnie korzystam i nienawidzę jej wąskich peronów. W miarę możliwości chętnie odwiedzam nowoczesne galerie i muzea, próbuję nowych potraw. Pustoszeje japońska wieś, ale wTokio nigdy nie brakuje nowości i nowych ludzi.

 

Kiedy przyjechałam do Japonii w 1985 roku, w czasach komunistycznej Polski, spadłam tu z odległej i nieznanej planety. Dziś planeta jest jedna, swoją drogą coraz bardziej rozgrzana i kapryśna klimatycznie. Błogosławię rozwój technologii internetowych za to, że dają mi możliwość łatwych kontaktów z krajem, że przybliżają wiadomości z Polski i w ogóle dają ludziom możliwość kontaktowania się i zdobywania informacji, a także nauki języków obcych, sięgania do obcych kultur.

Zmienił się obraz Polski w Japonii. Młodsze pololenie Japończyków, o ile wie coś o Polsce, to ma już inny jej obraz, weselszy i przyjemniejszy niż dawna wizja ponurego kraju z bloku Komekon (Comecon, tak potocznie określano  kraje bloku komunistycznego, skrót pochodzi od angielskiej wersji nazwy RWPG). Mam szczęście znać wielu Japończyków, którzy Polskę znają, lubią, zajmują się nią zawodowo, pasjonują się nią i interesują. Byłam świadkiem i uczestniczką powstania i rozwoju tokijskiej polonistyki, jedynej w tym kraju. Widziałam, jak rodzą się rozliczne nowe więzi łączące Polaków i Japończyków, jak kwitnie wymiana kulturalna.

Świat się zmienia i nigdy nie stoi w miejscu.

.........................................                                     

Praca graficzna do cyklu:

Projekt wykonała Ewa Maria Kido inspirując się wykonaną przez siebie okładką do „Gazety Klubu Polskiego w Japonii nr 1(47) z lutego 2006 r. Redaktorem naczelnym tego numeru była Renata Mitsui. Praca wykorzystuje zdjęcia autorki oraz jedno ówczesne zdjęcie (kobiety na ławce) Jacka Wicińskiego, który udostępnił zdjęcia.

Zaloguj się, by skomentować
© 2013 www.polonia-jp.jp

Logowanie lub Rejestracja

Zaloguj się