gazeta.jp Polonia Japonica

Polonijny portal internetowy funkcjonujący w polsko-japońskiej przestrzeni międzykulturowej, prowadzony przez grupę Polek mieszkających, pracujących i działających w Japonii.

 

Galeria

A+ A A-

Warning: copy() [function.copy]: Couldn't resolve host name in /users/0019/poloniajp/www/poloniajp.website.pl/plugins/content/mavikthumbnails/mavikthumbnails.php on line 668

Warning: copy(http://poloniajaponica.jpimages/phocagallery/Ewa_Maria_Kido/tokyo_skytree_x.jpg) [function.copy]: failed to open stream: operation failed in /users/0019/poloniajp/www/poloniajp.website.pl/plugins/content/mavikthumbnails/mavikthumbnails.php on line 668
Najlepszą metodą podróżowania po Hokkaidō (jak i po całej Japonii) są koleje. Są niezawodne - sam wiele razy sprawdziłem, że nawet na wielogodzinnych trasach pociągi przyjeżdżają z sekundową dokładnością. Niestety, słono się za to płaci. Na Hokkaidō, ze względu na stosunkowo mało rozwiniętą sieć kolejową często trzeba korzystać z autobusów, a liczenie tylko na autostop może powodować znaczne opóźnienia w naszych planach. Ważne jest aby rozmawiać z ludźmi czy to w schroniskach młodzieżowych, na polach namiotowych czy podczas kąpieli w gorących źrodłach o naszych planach, gdyż jest to najłatwiejszy sposób na darmowy transport. Oczywiście, koszty podróży mogą być mniejsze i podróżowanie sprawniejsze gdy wypożyczy się samochód, pod warunkiem jednak, że koszty rozkłada się na kilka osób. 

Dużym ułatwieniem i obniżeniem kosztów podróżowania jest bilet siedmiodniowy na wszystkie trasy kolejowe na Hokkaidō (ok. 220 dol.). Dla porównania, bilet z Sapporo do Wakanai (ok. 6 godz. jazdy) kosztuje ok. 80 dol. Wybierając się do Japonii należy bezwzględnie kupić jeden z kilku biletów - 7., 14. lub 21. dniowy - na wszystkie państwowe linie kolejowe i autobusowe, które kosztują odpowiednio ok. 260, 410 i 520 dol. Należy je kupić w Polsce gdyż nie przysługują one turystom już znajdującym się w Japonii. Dla porównania kosztów - cena biletu na legendarny superekspres, tzw. "shinkansen" z Tokio do Kioto (niecałe 3 godz. jazdy) kosztuje ok. 120 dol. Podróżując w sezonie należy też pamiętać o wcześniejszym rezerwowaniu noclegów.

Zaraz po wylądowaniu w Sapporo dało się odczuć chłodniejsze powietrze niż w Tokio, w którym już od ponad dwóch miesięcy panował nieznośny upał i duża wilgoć. Swoje podboje Hokkaidō rozpocząłem od miejsc blisko położonych od Sapporo. Repertuar pierwszego dnia zmieniłem jednak zaraz po przybyciu do Sapporo gdy znalazłem w lokalnych informatorach jeszcze jedno ciekawe miejsce. Był to Półwysep Shakotan. Z Sapporo wybrałem się na całodniową wycieczkę autobusem turystycznym wzdłuż brzegu tego półwyspu. Gdy nie posiada się własnego środka transportu jest to chyba jedyne rozwiązanie, aczkolwiek kosztowne (ok. 70 dol). Linia brzegu jest pięknie rozwinięta i sporo jest miejsc godnych chwili zatrzymania się i przynajmniej zrobienia zdjęcia. Niestety, zatrzymaliśmy się tylko dwa razy w miejscach widokowych, oczywiście najgodniejszych uwagi. Japończycy potrafią sobie radzić i w takich sytuacjach - po prostu pstrykają namiętnie zdjęcia z jadącego autobusu. Czas na postój w danym miejscu jest też oszacowany z japońską dokładnością i na japońskie potrzeby, tzn. aby dojść pośpiesznie do miejsca zainteresowania, pstryknąć zdjęcie przy tablicy informacyjnej i z powrotem. Ponieważ sam uwielbiam robić zdjęcia więc byłem zafascynowany pasją narodową Japończyków - właśnie robieniem zdjęć. Irytowało mnie natomiast to, że najważniejszym punktem miejsc widokowych wydawały się być tablice informacyjne. W moim odczuciu Japończycy uważają, że bez nich nie byłoby sensu "zaliczania" znanych miejsc.

Drugi dzień spędziłem w położonym blisko Sapporo Parku Narodowym Shikotsu-Tōya. Jezioro Shikotsu w tym parku jest bardzo pięknie położone i jest najgłębszym jeziorem na Hokkaidō (do 360m głębokości), a drugim w Japonii. W jego okolicach wznoszą się takie wulkany jak Tarumae, Eniwa oraz Fuppushi. Moim celem był najciekawszy z nich, Tarumae. Spędziłem na nim jakieś 4 godziny. Byłem bardzo zafascynowany tymi widokami bo był to mój pierwszy kontakt z wulkanem na bliską odległość. Sam krater jest potężny - z jednego końca na drugi idzie się ponad 40 minut. Obecny kształt wulkanu, tzn. stożek i krater zostały utworzone podczas erupcji w 1739r. Dokładnie pośrodku kratera znajduje się wysoka kopuła z zastygłej lawy, utworzona podczas erupcji w 1909r., która jest jednym z najlepszych przykładów kopuł lawowych w Japonii. Z niej w różnych miejscach wydobywają się kłęby pary i gazów, a wszechobecny jest ostry i nieprzyjemny zapach siarki. U podnóża samej kopuły jest główne ujście gazów z buchającymi wyziewami z otchłani ziemskich. Widoki wewnątrz tego krateru są niesamowite - zupełne pustkowie z niezwykle równomiernie porozrzucanymi skałami wulkanicznymi, sceneria istnie księżycowa. Wewnątrz krateru byłem sam i widziałem tylko kilka ludzkich sylwetek na jego krawędziach. Zaskoczyła mnie też niesamowita akustyka tego miejsca - rozmawiającą ze sobą dwójkę ludzi w odległości jakiś 400m słyszałem wyraźnie, tak jak przez telefon.

Wieczorem zdrzemnąłem się jadąc pociągiem do miejscowości Tōya-onsen. Przebudziłem się o godzinę za późno i wysiadłem na najbliższej stacji - Mori. Nie chciałem jechać do końcowej stacji w Hakodate bo za daleko byłoby wracać następnego dnia, pomimo, że ta końcowa stacja słynie z pięknego widoku nocą. Jak się okazało, przypadkowo znalazłem się w pobliżu wulkanu Komagatake, który właśnie parę dni przedtem bardzo się uaktywnił i nawet były plany ewakuacji miejscowej ludności. Następnego ranka sfotografowałem ze stacji ten groźny wulkan na tle wschodzącego słońca i pojechałem do Tōya-onsen. Dojeżdżając do tej miejscowości z daleka już widziałem jakieś kłęby pary lub gazów unoszące się w dwóch miejscach. Z początku myślałem, że są to gorące źródła z parującą wodą, ale jak się później przekonałem były to wulkany, które znajdowały się prawie w ogródkach mieszkańców. Okazało się, że bardzo uaktywniły się w ciągu paru ostatnich dni. W ich pobliżu ustawiono nawet wielkie ilości olbrzymich worków z piaskiem tworzących koryto dla mazi, która ewentualnie miałaby się z tych wulkanów wydobywać. Z odległości ok. 150m wybuchy wydawały się bardzo groźne. Każdej erupcji towarzyszyło dudnienie i wysoko wyrzucane kamienie oraz trzęsienia ziemi, a co jakiś czas wszystko dookoła było hojnie obsypywane wulkanicznym popiołem.

Dodatkowych wrażeń, tym razem relaksujących (dla równowagi), dostarcza turystom malowniczo położone jezioro Tōya, oddalone o kilkaset metrów od wulkanów. Jest ono okrągłe, a pośrodku ma górzyste wyspy, które są właściwie małymi wulkanami. Czasami można zobaczyć płynące jelenie, których jest dosyć sporo na centralnej wyspie. Na największą wyspę Ōshima można dostać się łodzią turystyczną. Tam też znajduje się Muzeum Lasu, w którym można dowiedzieć się o historii jeziora. Atrakcją dla wędrowców jest również najwyższa góra parku, Yotei (w pobliżu północnego brzegu jeziora). Jest ona wygasłym wulkanem i bardzo przypomina swoim wyglądem górę Fuji, dlatego czasami nazywana jest też Ezo Fuji. Z Tōya-onsen pojechałem zobaczyć pobliskie wulkany, Usu-zan i Shōwa-shin-zan. Niestety, połączenie autobusem zostało zlikwidowane i w obie strony musiałem zapłacić 40 dol. za taksówkę. Wulkany te są główną atrakcją okolic jeziora Tōya. Rodzajem geograficznego "dziwu" jest najmłodszy wulkan Japonii, Showa-shin-zan. Zaczął on wyrastać na polu ziemniaczanym jednego farmera w 1943r. i rósł w tempie ok. 20cm na dzień, osiągając obecną wysokość 402m. Narodziny i rozwój wulkanu udokumentowane są w Muzeum Masao Mimotsu. Jak wynika z artykułów w anglojęzycznych ówczesnych gazetach, od właściciela ziemi z nowopowstałym wulkanem zażądano znalezienia sposobu na osłonę lub wygaszenie blasku bijącego z wulkanu, aby nie mógł służyć za punkt orientacyjny lotnictwu nieprzyjaciela. W pobliżu znajduje się drugi wulkan Usu-zan z kolejką linową na szczyt. Jego ostatnia erupcja w 1977r. zniszczyła poprzednią kolejkę i pokryła miasto Tōya-onsen 30-centymetrową warstwą popiołu. Z jednego miejsca widokowego na Usu-zan rozciąga się piękny widok na jezioro Tōya i Showa-shin-zan, a z drugiego na potężny, malowniczy krater wulkanu Usu-zan i odległy (po drugiej stronie zatoki Uchiura) wulkan Komagatake.

Późnym popołudniem dotarłem do Sapporo, a stamtąd pojechałem nocnym pociągiem do Wakanai, najbardziej wysuniętego na północ portu Japonii. Następnego ranka popłynąłem pierwszym promem na wyspę Rishiri. Należy ona do Narodowego Parku Rishiri-rebun-sorobetsu, który obejmuje wyspy Rishiri i Rebun oraz 27-kilometrowy pas wybrzeża Hokkaidō. W pierwszy dzień planowałem objechać wyspę rowerem (53 km) i zacząć wspinać się na położoną pośrodku wyspy górę Rishiri, a w drugi wejść na szczyt (dotrzeć przed wschodem słońca), zejść innym szlakiem, wrócić do Wakanai, a potem pojechać w głąb Hokkaidō. Ze względu na niepewną pogodę plany ograniczyłem do wejścia na Rishiri. Na wyspie, oprócz wspinaczki, innymi atrakcjami są oryginalne wioski rybackie wzdłuż skalistego wybrzeża, możliwość zobaczenia fok zwłaszcza w Senhoshi-miseki na południowym wybrzeżu, oraz dwa piękne jeziorka: Hime-numa i Otadomari-numa.

10km od Rishiri znajduje sie Rebun, najbardziej wysunięta na północ wyspa Japonii, zwana też "wyspą kwiatów". W sezonie, od czerwca do sierpnia, kwitnie tam ponad 300 gatunków kwiatów. Główną atrakcją są też szlaki turystyczne prowadzące wzdłuż skalnych urwisk zachodniego wybrzeża z odległymi wioskami rybackimi. Na Rishiri, szlak z Oshidomari na szczyt jest początkowo przyjemny i łatwy, lecz na jakąś godzinę przed szczytem staje się dosyć trudny z powodu znacznej erozji gruntu, a szczególną uwagę należy zachować po silnych deszczach. W ładną pogodę można zobaczyć oddaloną o 100km, rosyjską wyspę Sachalin. Następnego dnia udało mi się (jest to duża odległość) planowo dotrzeć do Kamifurano w Parku Narodowym Daisetsu-zan, który jest największym parkiem narodowym Japonii. Warto tutaj wspomnieć, dla wybierających się na Hokkaidō w zimie, że pobliskie Furano jest jednym z najsławniejszych ośrodków narciarskich w Japonii, a przez niektórych uważane nawet za najlepszy na świecie. Z pobliskiej miejscowości Tokachi-dake-onsen planowałem dojść do Shirogane-onsen, zaliczając po drodze aktywny wulkan Tokachi-dake. Obie te miejscowości słyną z gorących źródeł (sama nazwa "onsen" znaczy gorące źródło). Niestety, pogoda się popsuła i plany uległy zmianie. Przedpołudnie spędziłem więc kąpiąc się w naturalnym, gorącym kąpielisku w plenerze, tzw. rotenburo, o nazwie Fukiage. Jest ono bardzo popularne z powodu ładnego położenia w górach, a dodatkowej sławy przysporzyło mu kręcenie tam jakiegoś serialu telewizyjnego. Od razu wzbudziłem zainteresowanie (zresztą jak wszędzie gdzie bywałem) współkąpiących się, jako jedyny obcokrajowiec.

Gorące źródła są jedną z największych przyjemności dla podróżujących po Japonii, a szczególnie na Hokkaidō znajduje się ich niepowtarzalna gama, począwszy od kwaśnych po alkaliczne, od ciepławych po wrzące, od nowocześnie zagospodarowanych po dziury wykopane w żwirze górskich strumieni, od kąpieli w małych, drewnianych beczkach aż po wodospady Kamuiwakka-no-Taki. Są one wspaniałym sposobem na zrelaksowanie zmęczonych mięśni pod koniec długiego dnia wędrówki lub na rozgrzanie kości w zimny lub deszczowy dzień. Faktem jest, że nawet małpy lubią gorące kąpiele w Nagano.

Siedzenie nago w naturalnej, gorącej kąpieli z pluskającą wodą, w otoczeniu sielankowej scenerii i Japonek niekoniecznie musi być dla każdego sposobem na rozkoszne spędzenie czasu. Jednak sceptykiem pozostaje się tylko do momentu spróbowania. Po prostu każde źródło, czy to znajdujące się wysoko wśród bujnej, górskiej zieleni, przy jeziorach, przy kamienistych korytach rzek czy przy brzegu morskim ma swój niepowtarzalny urok. Polubiłem kąpiele w takich plenerowych miejscach od razu podczas pierwszego kontaktu z taką przyjemnością, nie tylko w Japonii, ale w ogóle. Podczas kąpieli nawiązałem rozmowę z dwoma Japończykami. Byli bardzo spragnieni kontaktu ze "światem zewnętrznym" więc zaprosili mnie na obiad, a potem oferowali się podwieźć mnie do Asahikawa skąd pojechałem do Sounkyo. Miejscowość ta jest głównym ośrodkiem Daisetsuzan i bazą wypadową dla wędrówek w głąb parku.

Dolina Sounkyo leży w północno-zachodniej części parku Daisetsuzan i jest największą doliną w Japonii, rozciągającą się na ok. 20km. Słynie ona z dwóch malowniczych wodospadów oraz z formacji wulkanicznych skał wysokich miejscami na 150m. W czasie lata, w miejscowości Sounkyo, odbywają się regularne przedstawienia tradycjonalnych tańców, śpiewów i religijnych rytuałów lokalnych mieszkańców - Ajnu - ludzi pierwotnie zamieszkujących Hokkaidō. Najbardziej popularne turystyczne szlaki w tym parku prowadzą poprzez wulkaniczne szczyty, pomiędzy Sounkyo a najwyższym szczytem Hokkaidō - Asahidake (2290 m). Wędrówkę w głąb parku ułatwia kolejka linowa z Sounkyo, a dalej wyciąg krzesełkowy. Park ten jest też jednym z najlepszych miejsc w Japonii do obserwacji kwiatów alpejskich. Dla Europejczyka park ten ma niepowtarzalną scenerię, gdyż wszystko wygląda tam jak "nie z tej ziemi". Z wieloma kolorami wulkanicznej ziemi mieszały się kolory wczesnej jesieni, dodając uroku długiej wędrówce. Zbliżając się do Asahidake od północno-wschodniej strony byłem zaskoczony zdumiewająco prostym wyglądem tej góry. Jest to stromy stożek o idealnie gładkim zboczu i szlaku prowadzącym w lini prostej na szczyt. Góra ta wygląda natomiast bardzo ładnie od strony kolejki linowej (płd.-zach.), z olbrzymimi wulkanicznymi głazami na jej zboczu oraz dymiącymi ujściami gazów i jeziorkiem u jej podnóża. Niestety, począwszy od szczytu aż do kolejki (ok. 1,5 godz.) schodziłem w potężnej ulewie i nie mogłem nawet uwiecznić tego pięknego widoku.

Swoją wędrówkę po tym parku przedłużyłem o odcinek Yukomambetsu-Teninkyo Onsen z pięknym widokiem na dolinę Teninkyo. Wybrałem się tam pomimo tego, że autobusy z Teninkyo jeżdżą dosyć rzadko i trzeba poświęcić jeden dzień na tę trasę oraz dotarcie do Asahikawa. W ten sposób zrekompensowałem sobie nieudany pobyt w Sounkyo gdzie widoczność była bardzo mała, przez co czułem się trochę zawiedziony. Widoki w Teninkyo wynagrodziły mi tę stratę z nawiązką bo akurat pięknie się wypogodziło tego dnia, a poza tym w tej dolinie, podobnie jak w Sounkyo, znajdują się dwa wspaniałe wodospady, które powiększyły kolekcję moich zdjęć.

Gazeta Klubu Polskiego w Japonii Nr 1 (28), luty 2003

Opublikowano w Archiwum
Napisane przez
Czytaj więcej...
GAZETA POLSKA W JAPONII Nr 3 (48) czerwiec 2006 

Ewa Odagiri: W zeszłym roku ukazała się na polskim rynku wydawniczym Pani książka o dość zagadkowym tytule „Zasmarkane Dziecko Bogów i inne baśnie japońskie”. Czemu taki tytuł? 

Kazuko Adachi: Nie w zeszłym roku! Przedłużyli termin wydania na koniec stycznia tego roku. Autorzy zwykle nadają tytuł książki wybierając jeden tytuł spośród wielu możliwych. Początkowo, chciałam wybrać inny tytuł, ale wszystkim redaktorom sposobał się ten tytuł „Zasmarkane Dziecko Bogów”, więc zgodziłam się. Oni twierdzili, że brzmi b. ładnie i inaczej. Treść baśni tytułowej znacznie różni się też od baśni europejskich.

E.O.: W jaki sposób zrodził się pomysł wydania baśni japońskich po polsku?

K.A.: W roku 1976, akurat 30 lat temu, kiedy byłam na stażu naukowym na Uniwersytecie Warszawskim, zaczęłam pisać baśnie japońskie po polsku dla jednej córeczki (miała 1 rok), żeby mogła czytać je za kilka lub kilkanaście lat, ponieważ ona tak bardzo mnie pokochała. Byłam wówczas lokatorką w domu jej babci. Dziewczynka mieszkała z rodzicami obok domu babci. Jeżeli książka jest maksymalnie uczciwie  i starannie napisana dla jednej osoby, to stanie się dobrą książką i dla wszystkich innych czytelników. Jednak przerwałam pracę nad tą książką na bardzo długo, nawet prawie zrezygnowałam z niej uważając, że jest za trudna dla cudzoziemki. Wtedy z pomocą przyszli mi przyjaciele i znajomi. Pierwszą osobą, która podała mi rękę był wydawca czasopisma „Haiku”, który w latach 90. XX wieku wydrukował w swoim czasopiśmie dwie moje baśnie: „Niebianka” i „Szata z żurawich piór”. Dzięki tej publikacji zyskałam motywację do dalszej pracy nad baśniami. W rezultacie znalazłam pomocników, którzy zechcieli pomóc mi poprawić moją polszczyznę, dlatego kontynuowałam pracę. Dodam, że baśń to gatunek literatury, który najlepiej wyraża cechy narodu, znacznie bardziej niż np. powieść, poezja, dramat.

E.O.: Czym kierowała się pani dokonując wyboru baśni?

K.A. 20 lat lub więcej poświęciłam na badania nad baśniami. Wydałam trzy książki na temat baśni wspólnie z innymi tłumaczami, badającymi baśnie z różnych krajów świata, dlatego wiem, które japońskie baśnie są najbardziej popularne w Japonii. Starałam się wybierać takie najbardziej znane w Japonii i dla Polaków. Jednakże zostawiłam kilka b. popularnych baśni, żeby mieć je dla drugiego tomu, choć zupełnie teraz nie wiem, czy uda mi się wydać drugi tom.

E.O.: Książka jest ciekawie i bogato ilustrowana...

K.A.: Miałam kłopot z wyborem ilustratora, ponieważ nie dysponowałam zbyt dużymi środkami finansowymi. Nie liczę dochodu po wydaniu książki. Chyba pani o tym wie, że zarówno wydanie książki w Polsce jak również wydanie książki o Polsce w Japonii nie jest intratnym przedsięwzięciem. Dlatego tłumacz-Japończyk może wydać książkę jedynie bezinteresownie. Natomiast autorowi ilustracji trzeba zapłacic normalnie, ponieważ on nie zna różnic ekonomicznych między Polską i Japonią. Najpierw poprosiłam jednego malarza, ale on mi odmówił uzasadniając, że wie, iż Polacy solidnie nie pracują i zapewne nie uda mi się zrealizować wydania tej książki w Polsce. Potem dwóch następnych mi odmówiło bez podania przyczyny, chyba jednak z tego samego powodu. Ponadto nie mogli oczekiwać dużej zapłaty, nawet gdybym wydała książkę. Ostatecznie, moja autorka ilustracji zgłosiła się do mnie sama, dowiedziawszy się, że szukam ilustratora. Była to jeszcze młoda i mało znana artystka specjalizująca się w drzeworycie, która szukała szansy dla siebie. Zgodziłam się, chociaż młoda, niedoświadczona osoba nie wiedziała za bardzo, jakie ilustracje przygotować. Toteż wspólnie wymyślałyśmy. Ostatecznie jestem zadowolona z tych ilustracji. Redaktorom też bardzo się spodobały.

E.O.: Na czym polegało „wspólne wymyślanie ilustracji”?

K.A.: Wspólnie powstał pomysł utrzymania ilusttracji w stylu drzeworytu oraz szczegóły rysunków. Np. ilustratorka narysowała oni na całej stronie papieru a ja prosiłam ją o zmniejszenie postaci i dodanie tła, czyli drzew, góry, nieba i chmur. W rezultacie powstała ciekawsza ilustracja. Artystka nie miała też specjalnej koncepcji, co narysować do baśni „Dziadek budzący kwiaty”. Wówczas ja podsunęłam jej szkic: na pierwszym planie drzewo rozkwitłej sakury, wśród kwiatów na drzewie siedzący dziadek, w dali G. Fuji a tuż pod drzewem samurajowie.

E. O.: Na jakie trudności natrafiła Pani przy tłumaczeniu baśni, które utrzymane są w konwencji innej kultury?

K.A.: Japońscy poloniści nie piszą po polsku bezbłędnie i z takim stylem jak polscy pisarze, podobnie jak polscy japoniści nie piszą perfekcyjnie po japońsku. Dlatego do pracy tłumaczeniowej trzeba koniecznie znaleźć dobrych polskich pomocników, którzy potrafią skorygować polszczyznę napisaną przez cudzoziemca. To trudne. Nie wystarczy być Polakiem, wyróżniać się inteligencją. Nie wystarczy nawet być pisarzem czy poetą. Trzeba umieć poprawiać w stylu baśni, a nie w stylu gazety, powieści, poezji! Dlatego najtrudniej było mi znaleźć właśnie takich pomocników!

E.O.: A w jaki sposób tłumaczyła Pani imiona bohaterów baśni?

K.A.: Tłumaczyłam imiona japońskie fonetycznie i po myślniku dodawałam ich znaczenie. Ewentualnie objaśniałam znaczenie w następnym zdaniu. Np. w angielskich tłumaczeniach Momotaro bywa nazywany „peach boy”, ja tak nie tłumaczyłam. Momotaro w mojej książce występuje jako Momotaro. Dalej objaśniałam, że „momo” oznacza po japońsku „brzoskwinię”, a „taro” to pierwszy syn.

E.O.: Jak przedstawiała się współpraca z polskim wydawnictwem?

K.A.: Jak wiadomo, „Nasza Księgarnia” jest najbardziej znanym wydawnictwem książek dla dzieci. Jednakże kilka lat temu było ono w stanie drukować zaledwie dwie pozycje roczne, mimo, że otrzymuje ok. dwieście ofert! Dlatego nie dano mi szansy na publikację. Koledzy w Warszawie szukali dla mnie innych wydawnictw, ale trudno im było. Wreszcie znaleźli Fundację „Nauka i Wiedza”, która się zgodziła. Jest to mało doświadczony dom wydawniczy, więc wspólpraca była niełatwa i długa. Redagowanie trwało 3 lata! Jednak ostatecznie książka wyszła bardzo pięknie i czysto, wiec wszystko jest OK! Pragnęłabym, aby czytelnicy Gazety Polskiej czytali tę książkę swoim dzieciom.

E.O.: Satysfakcja z wydanej książki jest motywacją do wydania drugiego tomu...

K.A. Studiowałam baśnie ponad 20 lat. A teraz więcej chcę zrobić. Wkrótce wydam w Japonii polską baśń po japońsku. Jest to baśń Kornela Makuszyńskiego ”O tym, jak Krawiec pan Niteczka został Królem”, z ilustracjami Bożeny Truchanowskiej. Trudno było samej artystce dostosować się do wymagań japońskiego wydawnictwa, ponieważ okładka otwiera się odwrotnie niż w publikacjach polskich. Odwrotność stron powoduje zmianę kierunku ruchu bohaterów na ilustracji. Prosiliśmy także panią Truchanowską o jeden duży obraz na obie strony, co tez w Polsce stanowi rzadkość. Jednakże jej ilustracje są przepiękne. Korzystając z naszej rozmowy zachęcam czytelników Gazety Polskiej do poszukania tej książki po jej wydaniu.

E.O.: Myślę, że wiele osób z przyjemnością poszuka Pani książek dla dzieci. Kiedy ukaże się baśń Makuszyńskiego?

K.A.: Będzie wydana chyba w końcu bieżącego roku. To zależy od tego, kiedy p. Truchanowska skończy malować ilustracje.

E.O.: Jest Pani bardzo dobrze znana w Polsce jako autorka „Słownika minimum japońsko-polskiego i polsko-japońskiego”. Czy inaczej pracuje się nad tłumaczeniem literatury i słownika?

K.A. Tak, inaczej pracuje się! Opracowanie słownika wymaga maksymalnej dokładności. Najbardziej potrzebna jest cierpliwość, cierpliwy charakter. Natomiast podczas tłumaczenia baśni potrzebny jest ”zapach jak z wysp korzennych”! Nie znaczy to, że przy tłumaczeniu baśni lekceważę dokładność. Staram się tłumaczyć dokładnie i z tym swoistym zapachem.

E.O.: Życzę, aby za pośrednictwem Pani najnowszej książki polskie dzieci polubiły japońskie baśnie. Życzę również, aby z sukcesem mogły ukazać się w niedalekiej przyszłości, w Polsce i w Japonii, kolejne baśnie Pani autorstwa. Serdecznie dziękuję za interesującą rozmowę.

Ilustracje zaczerpnięto z książki pt. „Zasmarkane Dziecko Bogów i inne baśnie japońskie”.

Zdjęcie przygotowała Ewa Odagiri

UWAGA!

Fundacja „Nauka i Wiedza”, która wydała książkę pt. „Zasmarkane Dziecko Bogów i inne baśnie japońskie” nie prowadzi dystrybucji we wszystkich księgarniach na terenie całej Polski. Osoby zainteresowane kupnem książki proszone są o bezpośredni kontakt z wydawnictwem w Warszawie. Najprościej jest poprosić o kupno książki rodzinę lub przyjaciół zamieszkałych w kraju. Podajemy poniżej adres i telefon:

Fundacja „Nauka i Wiedza”

Warszawa, ul. Stryjeńskich 21

Tel/fax (022) 648-31-53  lub tylko tel. (022) 626-83-02

Kontaktując się proszę poprosić redaktora naczelnego Bogdana Wróbla.

Nota Biograficzna:

Kazuko ADACHI  ukończyła studia japonistyczne na Uniwersytecie Hosei Daigaku w Tokio. W latach 1970-76 odbyła staż naukowy na polonistyce, slawistyce i lingwistyce Uniwersytetu Warszawskiego. W latach 1977-82 pracowała w tokijskim biurze Polskich Linii Lotniczych LOT. W latach 1998-2005 była wykładowcą na Uniwersytecie Shizuoka Sangyo Daigaku. Zajmuje się tłumaczeniami z różnych dziedzin oraz  literaturą. W 1992 roku otrzymała nagrodę Japońskiego Towarzystwa Tłumaczy za dwujęzyczną publikację, po japońsku i po polsku pt. „Antologia współczesnej japońskiej poezji - Wiśnie rozkwitłe pośród zimy”.

Główne publikacje w Japonii

- współtłumaczenie: „<Rentai>-ka to-ka?”(Czy „Solidarność”, czy Partia?), Shinchi Shobo, 1983

- tłumaczenie: J.M.Smoter „Gansaku Shopan-no tegami”(Spór o „listy” Chopina do Delfiny Potockiej), Ongaku-no Tomosha, 1988

- tłumaczenie: J. Waldorff „Monogatari Shopan konkuru”(Wielka gra – Rzecz o Konkursach Chopinowskich), Ongaku-no Tomosha, 1988

- współautorstwo: „Gaidobukku sekai-no minwa” (Przewodnik po baśniach ze świata), Kodansha, 1988

- tłumaczenie: A. Twardecki „Boku-wa nachi-ni sarawareta”(Szkoła janczarów), Kyodo Tsushinsha, 1991

- współautorstwo z W. Kotańskim i T. Śliwiakiem: „Gendai nihon meishisen – Fuyu-no sakura”(Wiśnie rozkwitłe pośród zimy), Kokusai Bunka Shuppansha, 1992

- autorstwo: „Shopan-e-no tabi”(Podróże śladami Chopina), Michitani, 2000

- tłumaczenie: „Porando-no mukashi-banashi: Hashi-no ue-no shiawase”(Baśń polska: Szczęście na moście), Froebel-kan 2001

...i w Polsce:

-współautorstwo z W. Kotańskim „Słownik minimum japońsko-polski i polsko-japoński”, Wiedza Powszechna, 1982

- autorstwo: „Zasmarkane Dziecko Bogów i inne baśnie japońskie”, Fundacja „Nauka i Wiedza”, 2006

Opublikowano w Archiwum
Napisane przez
Czytaj więcej...

Tokyo Sky Tree

Piątek, pierwszy czerwca 2012 roku

   Ja i żona pojechaliśmy do Tokyo Sky Tree. To jest nowa, najwyższa stacja radiowa w świecie, ma 634 metry. Dwa tygodnie przed tym zgłosiłem się przez internet i wygrałem w losowaniu. W tym dniu przyjechaliśmy o piątej po południu na dworzec Osiage. Na trzecim piętrze wsiedliśmy do windy. Windy są cztery: winda-wiosna, winda-lato, winda-jesień i winda-zima. W każdej windzie wzór na ścianie jest inny i bardzo piękny. Ładowność windy to 40 osób. Najpierw od trzeciego piętra winda podnosi się do wysokości 350 metrów w 50 sekund, bez szumu w uszach. Podziwiamy krajobraz, potem winda jedzie wyżej, do 450 metrów. Tam widoczność jest znakomita! Panoramiczny widok Tokio zrobił na mnie wielkie wrażenie, widziałem całe miasto.

   W pobliżu widać tradycyjne dzielnice (shitamachi), a w dali, na południowy wschód jest Zatoka Tokijska. Tam łowią składniki do sushi, węgorze i inne ryby. W centrum miasta stoi Wieża Tokijska. Wielu ludzi odwiedza ją co dzień, bo to symbol Tokio. Na zachód jest góra Takao, gdzie często jeździmy na wycieczkę. W Tokio jest siedem dużych parków i w nich zawsze są ludzie.

   Natomiast z drugiej strony rozgałęzia się kolej i od dworca Tokio biegnie we wszystkich kierunkach. Pociąg ekspresowy shinkansen wyrusza z tej stacji. W centrum Tokio linia Yamate kręci się w koło, a do pobliskiej prefektury prowadzą linie pociagów takie jak linia Chuo i linia Tokaido. Linie metra biegną na prawo i lewo, jak korytarze kretowiska. Dawniej, pięć czy sześć razy, pojechałem do Paryża i Londynu, ale myślę, że na świecie chyba nie ma kraju, gdzie metro jest tak rozwinięte jak w Tokio.

 

Sobota, dziewiąty czerwca 2012 roku

   Od dziesiątej trzydzieści do dwunastej jako zastępca instruktora prowadziłem zajęcia taichi. Uczestniczyło 10 osób. Taichi to chińska gimnastyka medytacyjna, która ma 24 pozycje. One pokazują taniec żurawia białego. Najpierw wykonaliśmy jako gimnastykę przygotowawczą pozycję 8 i głębokie oddychanie. Kolejno wykonałem śpiące medytowanie. Serce jest cicho. Ciałem porusza się wolno: ramieniem, przedramieniem, barkiem, biodrem, udem, kolanem, nogami i stopami, oczywiście głową i szyją. Kiedy się kończy, krew i limfa płynie powoli, a całe ciało staje się pomału ciepłe i wygodne.

   Moja żona jest instruktorką taichi i jako wolontariuszka zaczęła uczyć sąsiadki. W ten sposób i ja zacząłem się uczyć tej gimnastyki. Co sobotę przed południem ćwiczymy. Możemy zapamiętać wszystko w czasie około dwu lat.

   Gimnastyka medytacyjna taichi daje ciepło w zimie. Nogi i biodra stają się silne i człowiek się nie przewraca. Oczywiście całe ciało staje się zdrowsze. Ja też dla zdrowia zacząłem ćwiczyć taichi. Już kontynuuję gimnastykę medytacyjną od dziesięciu lat i wierzę, że mi pomaga.

 

Środa, dwudziesty czerwca 2012 roku

   W tej chwili chodzę do fryzjera damskiego, ale dawniej chodziłem do fryziera męskiego, bo na ogół był taki zwyczaj, że mężczyzna chodził do fryzjera męskiego, a kobieta do damskiego. Tymczasem teraz nie ma już takiego zwyczaju, więc mężczyźni też chodzą do fryzjera damskiego.

   Przede wszystkim u fryzjera damskiego kiedy myje się włosy, krzesło odchyla się trochę do tyłu i dlatego można umyć głowę łatwo i wygodnie. Spokojnie powierzam moją głowę fryzjerce. Natomiast u fryzjera męskiego kiedy myje się włosy, trzeba pochylić się do przodu. Czuję się źle i nie cierpię tego! Na klęczki przed lustrem jestem upokorzony i czuję, że odniosłem klęskę.

   Jednak jest też zaleta fryzjera męskiego: on goli zarost. To cieszy mężczyzn. Z drugiej strony, kiedy u fryzjera damskiego podczas mycia głowy patrzę w górę, czuję, że staję się otwarty i jasno patrzę w przyszłość.

 

Tokyo Sky Tree

Opublikowano w Archiwum
Napisane przez
Czytaj więcej...
Studenci II roku polonistyki TUFS serdecznie zapraszają na przedstawienie w języku polskim pod tytułem „.Zemsta", według utworu Aleksandra Fredry.

Przedstawienie odbędzie się w sobotę, 19 listopada, o godz. 11:30

w sali budynku Agora Global na terenie kampusuTUFS. Wstęp wolny.

Adres: Tokyo University of Foreign Studies, Tokyo, Fuchu-shi, Asahi-cho 3-11-1

Dojazd: linia Seibu-Tamagawa, stacja Tama, 5 min. pieszo.
Opublikowano w Archiwum
Napisała
Czytaj więcej...

Konkurs Krasomówczy Języka Polskiego na stałe wpisał się już do kalendarza polskich imprez odbywających się w Tokio. Uczestnicy konkursu to w większości osoby początkujące lub średnio zaawansowane w nauce języka polskiego. Nagrodą dla laureatów jest pobyt na kursie letnim języka polskiego w Polsce.

             W tym roku konkurs odbył się w dniu 22 stycznia w Ambasadzie RP. W związku z obchodami Roku Miłosza każdy z uczestników oprócz zaprezentowania krótkiej wypowiedzi musiał wyrecytować wiersz Poety, jeden z trzech podanych do wyboru. Potraktowanie poezji jako „obowiązkowego dodatku” wydaje się niezbyt fortunnym rozwiązaniem, podobnie zresztą jak sama idea konkursu recytatorskiego, który sprowadza się do sztampowego i szkolniackiego „wykucia na pamięć” zadanego wiersza. O wiele ciekawsze jest to, co sami uczestnicy przygotowują dla słuchającej ich publiczności. Zwykle jest w ich prezentacjach trochę refleksji i dużo wspomnień z Polski. Czasem można się pośmiać, czasem nawet wzruszyć.

             O czym mówili uczestnicy tegorocznego konkursu? Teksty wystapień laureatów publikujemy poniżej. (RM)


I MIEJSCE:  pan Seiya Furutaka

Chciałbym opowiedzieć Państwu o moich zaskakujących przeżyciach podczas pobytu w Gdansku zeszłego roku.

W tamtym roku latem pojechałem na kilka dni do Gdańska. Kiedy przechodziłem przed ratuszem na ulicy Długiej, jakis mężczyzna zapytał mnie po japońsku, „czy jestem z Japonii?”  Rozmawialiśmy przez chwilę. Kiedy spojrzałem na napis obok niego. „Napiszę twoje imię po japońsku. pięć złotych” zaproponował mi, że może napisać moje imię i nazwisko. Sam umiem poprawnie napisać moje imię i nazwisko po japońsku, więc odmówiłem mu z uśmiechem i lekką ironią. Wtedy, on zapytał mnie, dlaczego i że z chęcią mi napisze. Pomyślałem, że był to ciekawy artysta uliczny.

Wzdłuż ulicy Mariackiej w Gdańsku jest dużo małych sklepów z bursztynami. Kiedy wybierałem bursztyny w sklepie, kierownik sklepu powiedział coś do mnie po niemiecku. Odpowiedziałem mu po polsku, ale niestety, chyba mnie nie zrozumiał. Może moja wymowa nie była wystarczająco dobra? Zrobiło mi się smutno. Wtedy, inna osoba w sklepie powiedziała mi po japońsku, że mi pomoże. Zacząłem rozmawiać z nią po japońsku. Pomogła mi zrobić zakupy tłumacząc moje słowa na polski. Czułem się bardzo szczęśliwy.

            Po zakupach, chodząc ulicą Mariacką, usłyszałem japońską piosenkę . Chyba to była piosenka japońskiego zespołu YUI. Dwie dziewczyny śpiewały japońskie piosenki! Byłem bardzo zaskoczony. Nie spodziewałem się, usłyszeć japońskie piosenki w Gdańsku! Nagle jedna z dziewczyn podeszła do mnie i zapytała mnie po japońsku, czy jestem Japończykiem. Oczywiście odpowiedziałem, że tak. Powiedziała, że rozmawia z japońską osobą po japońsku pierwszy raz. Było mi bardzo miło. Dziewczyna miała na imię Maja. Wyglądała na studentkę, chociaż chodzi dopiero do gimnazjum. Bardzo była zainteresowana japońskimi manga i anime. Mówiła że, uczy się języka japońskiego już od dwóch lat, bo chce czytać japońskie manga w oryginale. Naprawdę bardzo dobrze mówiła po japońsku. Nie chciało mi się wierzyć. Wydawało mi się, że znała japońskie manga i anime lepiej ode mnie. Mówiła, że chce pojechać do Japonii, ale koszt podróży jest za drogi i zbiera na bilet śpiewając japońskie piosenki. Utrzymuję z nią kontakt na Facebooku. Chcę jej pomóc w nauce języka japońskiego i piszę z nią po japońsku. Kiedy powiedziałem o tym mojej nauczycielce języka polskiego, powiedziała mi, że robię źle i że powinienem trenować mój język polski.

Podczas mojego pobytu w Gdańsku przez cztery dni nie spotkałem ani żadnych Japończyków, ani w ogóle nikogo z Azji. Ale przez ten krótki czas spotkałem aż trzy osoby, które mówiły po japońsku. Jestem bardzo mile zaskoczony tak dużym zainteresowaniem Polaków Japonią i językiem japońskim. Szkoda, że zainteresowanie Polską w Japonii jest nieduże i mam nadzieję, że liczba Japończyków zainteresowanych Polską wzrośnie.

Również byłem bardzo szczęśliwy, gdy Polacy mi pomogli. Dlatego też uczę się teraz pilnie języka polskiego. Bardzo chciałbym kiedyś pomóc Polakom, którzy przyjadą do Japonii w podróż tak jak oni mi pomogli.


II MIEJSCE:  pani Sakiko Nakatani

Jestem studentką drugiego roku tokijskiej polonistyki. Dzisiaj cieszę się, że wybrałam właśnie ten kierunek studiów, gdyż bardzo lubię Polskę, jej kulturę, a przede wszystkim język. Szczególnie jego brzmienie. Na początku studiów wahałam się jednak, czy, aby na pewno dobrze zrobiłam idąc na polonistykę, gdyż gramatyka polska jest bardzo, bardzo trudna. Wciąż jeszcze mam z nią niemałe kłopoty. Kiedy przekonałam się, że warto uczyć się polskiego, że chcę lepiej poznać ten kraj, ludzi i ich język? Podczas mojego pierwszego pobytu w Polsce. W marcu zeszłego roku byłam przez 2 tygodnie w Krakowie. Pojechałam tam razem z kolegami i koleżankami z roku, aby uczestniczyć w kursie języka polskiego w Szkole Języka i Kultury Polskiej UJ. Zachwyciły mnie wówczas piękne polskie miasta, które odwiedziłam i pyszna kuchnia.

Najważniejszym jednak powodem mego zauroczenia Polską, były spotkania z Polakami. Profesorowie i studenci byli bardzo sympatyczni, życzliwi i serdeczni. Codziennie mogłam uczyć się polskiego na wesoło, a po lekcjach polscy studenci oprowadzali nas po Krakowie, pokazując urokliwe zakątki Krakowa. Zachwyciło mnie, że ludzie, których spotykałam pierwszy raz w życiu, na ulicy, na przykład na krakowskim Rynku, czy na Wawelu, wszyscy byli tacy otwarci, opowiadali nam o Polsce, a nawet uczyli nas języka polskiego.

             W Krakowie spotkaliśmy się także ze studentami, którzy uczą się języka japońskiego. Jako Japonka, byłam dumna, gdyż zobaczyłam, jak bardzo oni interesują się Japonią. W weekend oni oprowadzili nas po zabytkowych krakowskich kościołach, ważnych miejscach, wyjaśniając ich znaczenie dla Polaków i historię. Rozmawialiśmy trochę po polsku, trochę po japońsku, a nawet trochę po angielsku. Poza tym,w zaprosili nas do domu jednego z nich na imprezę. Przygotowali polskie potrawy, między innymi pierożki i sernik. Było bardzo wesoło. To było fantastyczne, móc zobaczyć, że na drugim końcu świata też są ludzie, którzy lubią Japonię. Zaczęłam marzyć, że w przyszłości Polskę i Japonię będą łączyły bliskie, przyjacielskie relacje. To dodatkowa motywacja do nauki, gdyż chciałabym starać się, żeby moje marzenie w przyszłości mogło się spełnić.

W dniu naszego odjazdu z Polski, nasi polscy przyjaciele odwieźli nas na stację, pomogli nieść ciężkie bagaże i podarowali na drogę ciasteczka i sernik, które sami upiekli. Było to naprawdę wzruszające. Popłakałam się na peronie. Bardzo serdecznie im podziękowałam, ale czułam się bardzo smutna. Machając im na pożegnanie postanowiłam, że muszę pojechać znów do Polski i spotkać się z nimi. Wierzę, że moje postanowienie uda mi się spełnić już w lecie.


III MIEJSCE:  pan Toshihide Onuma

Niedawno moja polska nauczycielka zadała mi pytanie : "Co Pana razi w Polakach i polskiej mentalności?" Jeśli chodzi o polską mentalność, bardzo trudno mi o tym w dwóch słowach powiedzieć, ale mam trochę gorzkie wspomnienia z Polski. Wydaje mi się, że Polak potrafi nagle zmienić się nie do poznania. Czy Polacy mają podwójną osobowość?

To było w końcu sierpnia 2003 r. (dwu tysięcznego trzeciego roku). Usłyszałem w radio albo w telewizji, że w Tatrach nadchodzi złota polska jesień. Pojechałem z plecakiem na dworzec autobusowy w Krakowie, gdzie na przystanku było już dużo ludzi z bagażami ustawionymi w szeregu. Wszyscy długo oczekiwali na autobus, który jedzie do Zakopanego. Do tego incydentu myślałem, że dobrze znam Polaków, których uważałem za ludzi, grzecznych, delikatnych oraz kulturalnych.

Wreszcie autobus przyjechał na przystanek, ale niestety było w nim już pełno podróżnych. Młodzi ludzie za mną nagle wepchnęli się do kolejki i ostro rozpychając się łokciami próbowali na siłę wsiadać do autobusu. Dotąd byłem święcie przekonany, że Polacy mają kolejki w genach i każdy cierpliwie czeka na swój przydział czy miejsce. Niestety nie udało mi się wsiąć do tego autobusu, w związku z czym musiałem poczekać na następny. Ta sama sytuacja powtórzyła się kilka razy. Nikt nie zwrócił na mnie uwagi.

Szczerze mówiąc, jestem fizycznie niepełnosprawnym, starszym człowiekiem (japońskim emerytem), czego trudno nie zauważyć. Myślę, że Polacy są bardzo sympatyczni, ale zmieniają się nagle. Byłem bardzo zaszokowany.

Shintaro Ryu, japoński dziennikarz pisze w swojej książce p.t. "Mono no Mikata" ("O poglądach") o wpływie myślenia na działanie i porównuje różne nacje pod względem szybkości wprowadzania myśli w czyn) : Anglicy myślą i działają równocześnie. Francuzi zaczynają działać zaraz po tym jak pomyślą. Hiszpanie najpierw myślą, a dopiero jakiś czas potem rozpoczynają działanie. Myślę, że Japończycy należą do tej trzeciej kategorii. Zastanawiam się do jakiego typu należą Polacy?


WYRÓŻNIENIE SPECJALNE:  pani Mikako Sakamoto

Prawdę mówiąc, nie mogłam się zdecydować, czy wziąć udział w tym konkursie. Ponieważ myślałam, że jest za trudny dla mnie. Wahałam się do ostatniej chwili. Jednak kiedy pierwszy raz zobaczyłam wiersze Czesława Miłosza, szczególnie zainteresował mnie wiersz pod tytułem „Nadzieja”.

„Nadzieja”  –  bardzo lubię to słowo. Kiedy je słyszę zawsze czuję się szczęśliwa. Przypominają mi się też inne piękne słowa: fantazja, magia, cud....

Co to właściwie jest „nadzieja”? Oczywiście wszyscy wiemy, że polskie słowo „nadzieja”, po japońsku to „kibo”, a po angielsku „hope”...i tak dalej.

Nadzieja nie ma kształtu. Oczywiście nie ma też smaku i zapachu. Nie możemy jej zobaczyć ani usłyszeć. Jednak mimo to, ludzie na całym świecie, niezależnie od bariery języka, mają te same odczucia i wyobrażenia. Dlaczego to jest możliwe?

W zeszłym roku w tym miejscu powiedziałam: „Kiedy byłam dzieckiem, myślałam, że muzyka to magia.” Myślę, że słowa także mają moc magiczną.  Niektóre – tak jak słowo „nadzieja” – dają ludziom wielką odwagę. Inne mogą głęboko ranić.

Żyjemy w komunikacji z innymi ludźmi. Z jakiegoś powodu, możemy podobnie odczuwać. Niestety jeszcze nie potrafię mówić dobrze po polsku. Jednak mogę dzielić uśmiech z polskimi przyjaciółmi. Myślę, że to jest jedna z form „nadziei”.

Jeszcze raz zapytam: co to jest nadzieja? W wierszu Miłosza znalazłam dobrą odpowiedź: „Ale jest na pewno”  – Nadzieja jest na pewno –  Dlatego żyję teraz tutaj. Wspierana życzliwością wielu ludzi.

Na koniec, chciałabym powiedzieć do wielu ludzi, których mogłam poznać w Japonii i w Polsce, że ogromnie im dziękuję, Za nadzieję.

Opublikowano w Archiwum
Napisała
Czytaj więcej...
Opublikowano w Wydania 2003
Napisała
Czytaj więcej...
Opublikowano w Wydania 2004
Napisała
Czytaj więcej...
35front
Opublikowano w Wydania 2004
Napisała
Czytaj więcej...
Opublikowano w Wydania 2004
Napisała
Czytaj więcej...
Image
Opublikowano w Wydania 2004
Napisała
Czytaj więcej...

Facebook page

© 2013 www.polonia-jp.jp

Logowanie lub Rejestracja

Zaloguj się