gazeta.jp Polonia Japonica

Polonijny portal internetowy funkcjonujący w polsko-japońskiej przestrzeni międzykulturowej, prowadzony przez grupę Polek mieszkających, pracujących i działających w Japonii.

 

Galeria

A+ A A-

Z doświadczeń polskiej mamy w Japonii

Oceń ten artykuł
(1 głos)
Kochane nasze maleństwa, słoneczka najdroższe - ileż one przysparzają nam radości czy kłopotów wychowawczych, ile to lat troski musimy im poświęcić, zanim "wyfruną z gniazdek w świat szeroki".

My, to znaczy mamy Polki, które zamieszkują na stałe lub czasowo w Japonii, spotykamy się z dodatkowymi trudnościami wychowawczymi, wynikającymi z nieznajomości języka japońskiego, różnic kulturowych i obyczajowych. Życie codzienne w Polsce i w Japonii jest inne - musi upłynąć trochę czasu, zanim zadomowimy się i przystosujemy do tutejszych warunków życia, zanim nauczymy się tak postępować, aby nie zwracać na siebie uwagi. A po drodze - kłopoty, problemy - kto ich nie ma? Większe czy mniejsze, ale są.

Pierwszy raz przyjechałam do Japonii 16 lat temu z trzyletnią córką. Nie miałam żadnych znajomych oprócz rodziny męża, z którą nie mogłam się porozumieć, ponieważ nie znałam języka. Nie mogłam więc zbytnio liczyć na jej pomoc. Było jak było, ale do momentu, kiedy dziecko nie zaczęło chorować. Przed każdą wizytą u lekarza pilnie studiowałam jednostki chorobowe i ich objawy. Po mozolnej nauce, z wypiekami na twarzy, ze słownikami pod pachą, wyruszałam z córką do szpitala. Po kilku tygodniach zmagań z chorobami, zestresowana wróciłam do Polski, żeby kontynuować leczenie.

Po ponownym przyjeździe do Japonii zaczęłam rozglądać się za przedszkolem, co w moim przypadku było konieczne, aby dziecko nauczyło się i japońskiego, i przyzwyczaiło się do nowych warunków życiowych, jak i nawiązało kontakty z rówieśnikami. Kiedy przebrnęłam przez pierwsze formalności wpisowe, odetchnęłam z ulgą. Tymczasem kłopoty się skończyły, ale przybyło obowiązków: zebrania, spotkania towarzyskie. W przedszkolu poinformowano mnie, że dzieci przynoszą codziennie obento. Widząc moją zdziwioną i zakłopotaną minę, nauczycielka wyjaśniła mi, że jest to drugi posiłek. Dalszych informacji nie zrozumiałam. W tym okresie nie znałam potraw japońskich jak i sposobu ich przyrządzania. Przygotowałam dziecku to obento, według moich kryteriów, bardzo dobrze. Były to kanapki zawinięte w papier, dużo ciasteczek, soczki i na deser jabłko. Jakież było moje zdziwienie, kiedy córka wróciła z przedszkola z wychowawczynią i ze stosem książek o tym, jak należy przygotowywać obento.

Obento w wykonaniu mam japońskich to istne arcydzieło. Potraw jest dużo, ale w małej ilości, pięknie ułożonych w pojemniczkach do tego celu przeznaczonych. Przestrzegany jest zestaw kolorystyczny: biały, brązowy, zielony, różowy. Całość jest zawinięta w kolorową serwetkę.

Jak z tego wynika, początki mojego pobytu w Japonii nie były usłane różami. Było, minęło. Teraz obento w moim wykonaniu jest podobne do japońskich. Herbatę pijamy wreszcie słodzoną a nie soloną (od kiedy nauczyłam się odróżniać w sklepie cukier od soli). Jemy pałeczkami. Polubiliśmy ryż, misoshiru i surowe ryby, czyli sashimi. Oglądając telewizję popijamy zieloną herbatkę nihon-cha. W przedpokoju zdejmujemy buty... Co kraj, to obyczaj.

Gazeta Klubu Polskiego w Japonii Nr 3 (12), czerwiec 2000

Zaloguj się, by skomentować
© 2013 www.polonia-jp.jp

Logowanie lub Rejestracja

Zaloguj się