gazeta.jp Polonia Japonica

Polonijny portal internetowy funkcjonujący w polsko-japońskiej przestrzeni międzykulturowej, prowadzony przez grupę Polek mieszkających, pracujących i działających w Japonii.

 

Galeria

A+ A A-

Niepokonani liberałowie

Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Zgodnie z oczekiwaniami Partia Liberalno Demokratyczna odniosła zwycięstwo w wyborach powszechnych w Japonii. Liberałowie zdobyli 296 miejsc w liczącym 480 głosów parlamencie. Wybory odbyły się 11 października. PLD, która od pół wieku rządzi Japonią z 11 miesięczną przerwą, odniosła tak wielkie zwycięstwo pierwszy raz od 1986 roku, kiedy za rządów premiera Yasuhiro Nakasone zdobyła 300 głosów.
Znaczna przewaga głosów w parlamencie pozwalała wprawdzie na samodzielne utworzenie rządu, ale ze względu na brak bezpiecznej większości w senacie PLD po raz kolejny utworzyła koalicję z  buddyjską partią Nowa Komeito. Obie partie kontrolują wspólnie 327 głosów w parlemencie, co daje im całkowitą swobodę przegłosowania najważniejszych ustaw. Premier Junichiro Koizumi zwołał 21 września nadzwyczajną sesję parlamentu, podczas której powołał nowy gabinet, składający się z tych samych ministrów, którzy zasiadali w nim przed wyborami.

Dziwak
Spektakularne zwycięstwo zawdzięczają liberałowie niesłabnącej popularności Koizumiego. Przed objęciem stanowiska szefa rządu w 2001 roku należąca wówczas do PLD Makiko Tanaka publicznie nazwała Koizumiego „henjin” czyli „dziwakiem”. Należący niegdyś do tzw. młodszej generacji polityków PLD Koizumi-dziwak zdobył popularność szczególnie dzięki swojemu zdecydowanemu jak na japońskiego polityka, sposobowi wypowiedzi.
W historii swojego kraju Japończycy mają niewiele przykładów autorytatywnych władców. Władza była i jest w Japonii rozproszona. Było tylko kilku silnych rządzących, którzy władali samodzielnie. Japończycy wbrew pozorom lubią zdecydowanie w sposobie rządzenia i bezpośredni styl wypowiedzi, czego najlepszym przykładem jest popularność nacjonalisty i autorytatywnego polityka, burmistrza Tokio Shintaro Ishihary.
Określenie „dziwak” odnosi się również do stylu życia premiera, jego długich, falujących włosów, porównywanych do grzywy lwa, bezpośredniego sposobu wypowiedzi, znajomości języka angielskiego, którą chlubi się w Japonii bardzo niewielu polityków, samotnego życia i upodobania do książek, baseballa, muzyki klasycznej i rocka, szczególnie do Elvisa Presleya. W biuletynie rozsyłanym korespondentom zagranicznym w Japonii sam Koizumi nazywa siebie „lwim sercem”, nazwą, która według biura prasowego szefa gabinetu symbolizuje porównywalną z grzywą lwa fryzurę premiera i jego niezłomność w dążeniu do wdrażania reform.
Wpływy premiera sięgają nawet świata mody. W ramach oszczędzania energii elektrycznej kazał on ustawić klimatyzację na wyższą temperaturę i zaczął nosić koszulę z podwiniętymi rękawami, bez marynarki oraz krawata. Premier wprowadził tym samym letnią modę na koszulę bez krawata i styl zwany w Japonii z angielska „cool biz”, czyli „biznesem na spoko”. Promowanej modzie na koszulę bez krawata ulegli głównie ludzie z otoczenia premiera i młodsze pokolenie, ale jest to nowum w kraju, w którym nawet uczniowie szkół średnich i taksówkarze noszą garnitury i krawaty podczas tropikalnego lata. Nowomoda nie zadowoliła tylko stowarzyszenia producentów krawatów, którego przedstawiciel delikatnie wspomniał w publicznej telewizji NHK, że sprzedaż krawatów spadła w lecie 2005 o 10%.

Zamachowcy     
Premier Koizumi rozwiązał parlament 8 sierpnia kiedy część partyjnych kolegów zasiadających w wyższej izbie parlamentu sprzeciwiła się forsowanemu przez rząd projektowi prywatyzacji poczty. Od okresu Meiji naczelniknicy poczty są silnym filarem w pozyskiwaniu głosów  w wyborach i prywatyzacja poczty osłabi ich wpływy. Przeciwnicy prywatyzacji argumentują ponadto, że przygotowany przez rząd projekt jest niedobry, bo prywatyzacja jest powierzchowna.
Koizumi uważa siebie za zwolennika liberalizmu ekonomicznego. Opowiada się za małym rządem i dużym, wiodącym prym w gospodarce sektorem prywatnym. Japońska poczta oprócz usług pocztowych prowadzi dział oszczędności i ubezpieczeń. Ich aktywa w wysokości 330 bilionów jenów (9,9 bilionów zł) stanowią dodatkowy budżet państwa, przeznaczany najczęściej na roboty publiczne, mające na celu pozyskanie głosów sektora budowlanego. Poczta zatrudnia 380 tys. pracowników posiadających status urzędników państwowych. 120. tys. z nich pracuje w niepełnym wymiarze godzin. Przekazanie bankom prywatnym odpowiednika 9,9 bilionów zł i oddanie usług pocztowych w ręce działającego efektywniej sektora prywatnego ożywi, według Koizumiego gospodarkę, zredukuje obciążenia podatkowe i umożliwi zapowiadaną przez niego reformę struktury administracyjnej, fiskalnej, finansowej, ekonomicznej i politycznej. O reformach mówi Koizumi od kiedy objął rządy w 2001 roku, ale na  znaczące reformy trzeba jeszcze czekać. Jeden z dzienników napisał o premierze przed wyborami, że o ile potrafi mówić na 10 w skali od 1 do 10, to realizuje to co mówi na 3 w tej samej skali.
Koizumi potraktował przeciwników prywatyzacji poczty w łonie PLD, której jest przewodniczącym, w sposób bezwzględny. Nie tylko nie poparł ich kandydatur w wyborach, ale w ich okręgach wyborczych wystawił silnych kontrkandydatów, zwanych zamachowcami, którzy mieli pokonać niesubordynowanych kolegów partyjnych. Wśród zamachowców znalazło się sporo atrakcyjnych zamachowczyń, które w większości odniosły zwycięstwo. Były też niespodzianki jak najmłodszy parlamentarzysta PLD 26-letni Taizo Sugimura, który musiał przerwać studia, bo wykonywał za dużo prac zleconych i nie miał czasu na naukę. Sugimura zgłosił się jako kandydat do wyborów w odpowiedzi na kampanię poszukiwania przez PLD nowych ludzi. Liberałowie umieścili go na jednym z najniższych miejsc na liście wyborczej i ku ich zdumeniu Sugimura wygrał. Zaraz po wyborach powiedział prasie, że chce tak jak inni posłowie chodzić do drogich restauracji. Musiał po dwóch tygodniach publicznie przeprosić za niefortunną wypowiedź.  
Wszystkich przeciwników prywatyzacji poczty nie udało się pokonać. Kilku z nich weszło do parlamentu, ale ze względu na posiadane przez PLD ponad dwie trzecie głosów, ich obecność jest w parlamencie mało ważna. Zresztą wielu przeciwników prywatyzacji poczty przeszło po wyborach na stronę jej zwolenników. Koizumi ostatecznie zmarginalizował znaczenie frakcji we własnej partii. Przez cały powojenny okres frakcje, a zwłaszcza ich przywódcy, odgrywali w PLD rolę prawdziwych twórców polityki państwa. Kiedy przyjechałam do Japonii w 1990 roku mój przyjaciel dziennikarz z jednej z największych dzienników japońskich mówił, że jeżeli Polska chce zabiegać o poprawę stosunków gospodarczych z Japonią to powinna zapraszać do siebie nie premiera tylko przywódców najważniejszych frakcji w PLD. Koizumi postanowił rozbić dawną strukturę PLD od środka. Za jego rządów znaczenie frakcji bardzo zmalało. Po tegorocznych wyborach premier powiedział 83 nowym posłom, żeby nie zostawali członkami partyjnych frakcji. Mając na względzie autorytatywny sposób rządzenia premiera zapewne niewielu z nich odważy się zrobić inaczej.
 
Teatr Koizumiego
Japończycy wbrew pozorom nie są jako naród racjonalni, lecz emocjonalni i konserwatywni. Forma jest w Japonii najczęściej ważniejsza od treści. Sposób mówienia jest ważniejszy od znaczenia wypowiedzi. Dlatego imponuje premier, który siłą perswazji potrafi przekonać elektorat, że prywatyzacja urzędów pocztowych będzie panaceum na wszystkie dolegliwości współczesnej Japonii. Koizumi ma bardzo dobry instynkt polityczny i lubi iść pod prąd, co również robi wrażenie w znanym z konformizmu społeczeństwie. Barwna kampania wyborcza, w której silne słowa dominowały nad treścią, a premier pojawiał się w mediach w rozpiętej koszuli codziennie innego koloru, została dość szybko nazwana przez prasę „teatrem Koizumiego”.      
Przedstawienie teatralne było tak udane, że jego reżyser zyskał lawinę braw. Ale jak powiedział w wywiadzie dla Asahi Shimbun (29.09.05) były premier Yasuhiro Nakasone przed pojawieniem się „Koizumiego-dziwaka” pojawiło się „dziwaczne społeczeństwo”. Indeks giełdowy, czyli najlepszy termometr nastrojów gospodarczych, zaczął po wyborach wykazywać tendencję wzrostową. Badania opinii publicznej przeprowadzone przez agencję prasową Jiji wskazały, że popularnośc premiera wzrosła do 53, 5% czyli o 13, 6% w porównaniu z miesiącem przed wyborami. Poparcie dla PLD pod przywództwem Koizumiego wzrosło o 7, 8% do 31, 9%. Aż 23, 2% z 2000 ankietowanych przyznało, że popierają obecny gabinet ze względu na przywódcze cechy premiera. Jednak tylko 13, 2% ankietowanych uważa, że prywatyzacja poczty, czyli jedyny konkretny element kampanii wyborczej Koizumiego, powinna być najważniejszym punktem polityki premiera. 44, 5% uznało, że priorytetem powinnien być system emerytalny i pomoc społeczna, czyli sprawy na których koncentrował się program polityczny opozycyjnej Demokartycznej Partii Japonii.
Wyborczym doradcą demokratów była firma amerykańska. Jednak Japonia jest pod wieloma względami lustrzanym odbiciem Ameryki i amerykański sposób prowadzenia kampanii wyborczej, polegający m.in. na cytowaniu faktów i danych statystycznych nie przynosi tutaj pożądanych rezultatów. Chyba dlatego opozycja nie wpadła na pomysł, aby zrobić oparty na danych statystycznych bilans 4-letnich rządów premiera i wytknąć mu na przykład fakt, że Japonia należy do najbardziej zadłużonych krajów na świecie. Zaległy dług publiczny wynosi 538 bln jenów (18 bln zł) i jest to suma równa 12-letnim dochodom z podatków. Pomimo tego rząd emituje co roku obligacje w wysokości 30 bln jenów rocznie. Stan japońskiej gospodarki poprawił się głównie dzięki eksportowi do Chin. Japoński eksport do Chin wzrósł w pierwszej połowie tego roku o prawie 15% do 90, 3 mld USD. Tymczasem polityczne stosunki między Chinami i Japonią są bardzo chłodne, głównie ze względu na regularne wizyty premiera w chramie Yasukuni, gdzie wśród prochów około 2 mln bohaterów narodowych spoczywają prochy 14 straconych zbrodniarzy wojennych skazanych za masakry ludności w okupowanych przez Japonię krajach azjatyckich w czasie drugiej wojny światowej. Były przywódca opozycyjnej Demokratycznej Partii Japonii Katsuya Okada zapowiedział, że nie będzie składał wizyt w chramie Yasukuni. Popularność nacjonalistycznego burmistrza Tokio Ishihary i aprobata dla wizyt Koizumiego w Yasukuni pokazują, że elektorat lubi silnych, nacjonalistycznych przywódców. Od czasu przejęcia rządów przez Koizumiego Japonia dryfuje zresztą w coraz bardziej nacjonalistycznym kierunku, a wszelka opozycja jest dławiona w zarodku. Premier  reprezentuje konserwatywne ugrupowanie w swojej partii i ze względu na nacjonalistyczne nastawienie będzie miał trudności ze złagodzeniem napiętych stosunków z Pekinem i Seulem.

Co dalej?
Ogromne zwycięstwo pozwoli premierowi Junichiro Koizumi na prowadzenie bardziej zdecydowanej polityki. Ponieważ elektorat „kupił teatr Koizumiego”, premier nie musiał się wysilać z przedstawieniem narodowi konkretnego planu działania w występieniu inaugurującym otwarcie sesji nowego parlamentu. Jego przemówienie trwało 14 minut, należało do najkrótszych przemówień z okazji otwarcia sesji nowowybranej Izby Reprezentantów. Pozbawione było konkretów, bo elektorat zaakceptował formę, a nie treść polityki premiera.  
Koizumi przedłuży zapewnje pokojową misję wojsk japońskich w Iraku i przeforsuje przygotowywany przez jego partię projekt zmian do konstytucji. Chodzi m.in. o zmianę zapisu o posiadaniu potencjału militarnego. Dotychczasowa konstytucja zabrania Japonii posiadania sił wojskowych, dlatego zwane są one siłami samoobrony i nie mogą być wysłane na tereny objęte wojną. Obszar Samawah w Iraku, na którym wojsko japońskie prowadzi pomoc humanitarną, tym samym uznany jest przez rząd za teren nie objęty działaniami wojennymi. Zmiana konstytucji będzie więc tylko usankcjonowaniem status quo.
Opozycyjna Demokratyczna Partia Japonii poniosła klęskę w wyborach. Demokraci stracili 64 miejsca i konrolują obecnie 113 głosów w
parlamencie. Podobnie jak PLD demokraci są ugrupowaniem zorientowanym na prawo od centrum, a ich platforma wyborcza niewiele różni się od platformy liberałów. Słabą stroną demokratów jest zbyt duże zróżnicowanie poglądów członków partii i brak zgody na jeden program polityczny. Być może zaradzi temu nowowybrany przewodniczący partii Seiji Maehara, ale nie jest pewne czy 43-letni młodzian będzie w stanie wywrzeć wpływ na starszych kolegów partyjnych. Społeczeństwo japońskie jest społeczeństwem, w którym nadal obowiązuje sztywna hierarchia społeczna związana m.in. z wiekiem i stażem, w związku z czym trudno sobie wyobrazić jak młodszy stażem kohai może pełnić funkcję przewodnika w stosunku do starszych kolegów zwanych sempaiami.
Demokraci wprawdzie przegrali, ale liberałowie nie mogą lekceważyć ich siły. Japonia zbliżyła się w ostatnich wyborach do dwupartyjnego systemu wyborczego, a na horyzoncie nie widać na razie silnego polityka, który zastąpi premiera Koizumiego na stanowisku przewodniczącego PLD w jesieni przyszłego roku. Demokraci mają czas żeby wyciągnąć wnioski z „tearu Koizumiego” i mogą w przyszłości sami wyreżyserować lepsze przedstawienie.

Gazeta Klubu Polskiego w Japonii - nr 5 (44) październik 2005

Zaloguj się, by skomentować
© 2013 www.polonia-jp.jp

Logowanie lub Rejestracja

Zaloguj się