gazeta.jp Polonia Japonica

Polonijny portal internetowy funkcjonujący w polsko-japońskiej przestrzeni międzykulturowej, prowadzony przez grupę Polek mieszkających, pracujących i działających w Japonii.

 

Galeria

A+ A A-

Rozmowa z Bogusławem Zraly – „Jestem zadomowiony w Japonii i planuję tu zawsze mieszkać” Wyróżniony

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

 

1.rodzina

Polonia Japonica: Jak długo mieszka Pan w Japonii?

Bogusław Zraly, Ph.D : 32 lata.

 

P.J.: Co było powodem Pana zamieszkania w Japonii?

B.Z.: Choroba córki. Zachorowała na reumatyzm dziecięcy w 1983 roku. Leczyli ją bardzo dobrzy lekarze z Centrum Zdrowia Dziecka. Niestety nie mieli do dyspozycji dobrych leków. Za ich poradą w sierpniu 1985 roku wyjechaliśmy do kraju żony, do Japonii.

 

PJ: Czy córka została pomyślnie wyleczona? Jak długo trwało leczenie? Czy było kosztowne?

B.Z.: Reumatyzmu nie da się wyleczyć, można tylko redukować silne objawy. Córka nadal bierze leki codziennie i chodzi na szczegółowe badania raz w miesiącu do okulisty i do reumatologa. Czasami ma silne bóle stawów pomimo, że bierze leki. Jest to choroba chroniczna, więc jest leczona prawie bezpłatnie. W ciągu wielu lat choroby straciła wzrok w jednym oku, a na drugie widzi bardzo słabo, ale to oko jest stabilne.

 

PJ: To bardzo poważna sprawa. Chcemy dowiedzieć się więcej także o Pańskiej rodzinie, ale najpierw przedstawmy Pana osobę. Czym się Pan zajmuje? Czy może nam Pan opowiedzieć o swojej pracy?

B.Z.: Od listopada 1985 roku pracuję dla firmy chemicznej - Asahi Chemical Manufacturing Co., Ltd. Firma produkuje dla rolnictwa specjalistyczne nawozy i stymulatory wzrostu roślin. Od 25 lat jestem dyrektorem do spraw badań i rozwoju firmy. Zajmuję się badaniami, rejestracją, umowami, techniczną informacją i promocją naszych środków. Nasze środki sprzedajemy do 35 krajów, w tym również do Polski, co pozwala mi na służbowe wyjazdy do Polski 2 razy w roku – to najważniejsza „wartość dodatkowa” w mojej pracy. Pomimo ciągłych problemów w różnych krajach świata (głównie z biurokracją i z nieuczciwą konkurencją), sprzedaż i zyski firmy zwiększyły się kilkakrotnie w ciągu ostatnich 10 lat.

  

PJ: Jak się Panu pracuje z Japończykami? Czy jest Pan zadowolony ze swojego zajęcia? Czy pracuje Pan w swoim zawodzie?

B.Z.: Dobrze mi się pracuje z Japończykami. Stosunki w pracy były bardzo dobre, bo była to firma rodzinna. Przed kilkoma laty wykupiła nas większa firma. Asahi nadal ma samodzielność prawną i finansową ale nie ma już „rodzinnych stosunków”.  Stosunki są poprawne, ale są także problemy. Jest też dużo biurokracji. 

Dzięki studiom rolniczym w Polsce i doświadczeniom z pracy w Instytucie Sadownictwa i Kwiaciarstwa w Skierniewicach, znalazłem pracę w swoim zawodzie.

 

PJ: Praca w firmie rodzinnej wymaga chyba poświęcenia większości czasu sprawom zawodowym i ciągłego bycia w gotowości? Czy miał Pan czas na wypoczynek z rodziną i urlop? Obecnie ile godzin tygodniowo (lub dziennie) zajmuje Panu praca?

B.Z.: Pracuję 8 godzin dziennie i mam wolne soboty i niedziele, więc dużo czasu spędzam z rodziną. Wiele weekendów jestem w podróżach służbowych, więc tego czasu nie mogę poświęcić rodzinie.

 

PJ: Wielu Polaków przebywających w Japonii narzeka na japoński styl pracy. Jak Pan się zapatruje na tę sprawę?

B.Z.: W naszej firmie, od kiedy zacząłem pracować (32 lata temu), pracowało się 8 godzin. Czasem zdarzały się komiczne sytuacje, gdy pracownicy z firm handlowych np. Nichiman, narzekali do mnie, że „wczoraj dzwoniliśmy do was o 17:30, ale nikt nie podniósł słuchawki”. Nie mogli się nadziwić, gdy mówiłem, że my pracujemy do 17:15 i o 17:20 w biurze już nikogo nie ma. Wyjątkowo pracowaliśmy ponad godziny. Czasem na linii produkcyjnej w soboty lub niedziele, gdy były dodatkowe zamówienia.

Natomiast wiem, że w wielu firmach pracownicy codziennie siedzą w pracy tak długo, jak ich przełożony. Zamiast pójść do domu i się wyspać, żeby lepiej pracować następnego dnia, siedzą przy biurkach kilka godzin, ani nie pracując, ani nie wypoczywając, do czasu, aż wyjdzie ich szef. Większość pracuje bardzo solidnie, ale wielu mało wydajnie.

 

PJ: Na stanowisku dyrektorskim zapewne ma Pan podwładnych. Jak ocenia Pan japońskich pracowników?

B.Z.: Są solidni i dobrze pracują, z małymi wyjątkami. W naszym wydziale jest mało kłótni i problemów między pracownikami. Wada pracowników związanych z eksportem to słaba znajomość języka angielskiego.

 

PJ: Wygląda na to, że dużo podróżuje Pan służbowo po świecie. Na spotkanie z redakcją Polonia Japonica przybył Pan prosto z lotniska, wracał Pan z Indii. Jak często wyjeżdża Pan za granicę i jakie kraje odwiedza Pan najczęściej?

B.Z.: Zagranicę wyjeżdżam około 12-14 razy w roku. Najczęściej są to Azja Południowo-Wschodnia, Europa i USA. Rzadziej Afryka, Australia, Ameryka Centralna i Południowa.

 

PJ: Jak często jeździ Pan do Polski?

B.Z.: Dwa razy w roku, służbowo.

 

PJ: W połowie lat 80., kiedy osiedlił się Pan w Japonii, Polska była jeszcze krajem komunistycznym i realia życia w Polsce i w Japonii bardzo się różniły. Jak wspomina Pan początki swego życia w Japonii? Co z tamtego okresu szczególnie zapisało się w Pana pamięci?

B.Z.: Pierwsze 3 miesiące były bardzo ciężkie, bo nie mogłem znaleźć pracy pomimo wielu starań. Potem stan córki się pogorszył. Straciła wzrok w jednym oku na stałe i po nieudanej operacji drugiego oka straciła wzrok na parę miesięcy. Po drugiej udanej operacji, powrócił jej wzrok w jednym oku. Słaby, ale wrócił.

Przez dwadzieścia parę lat ciężko było z powodu silnej tęsknoty za Polską, rodzicami, krewnymi, przyjaciółmi, za wszystkim, co polskie. Także brak niektórych polskich potraw. Natomiast tutaj nie było kolejek w sklepach, kłótni w kolejkach, chamstwa w pociągach i innych miejscach publicznych. No i miałem stałą, dobrą pracę.

2. TOMONOURA

 

PJ: Czy w Japonii zamieszkał Pan w rodzinnym mieście swojej żony, a może także z jej rodziną? Jak układały się relacje z rodziną żony?

B.Z.: Mieszkam w mieście rodzinnym żony – Moriguchi City – Osaka. Przez parę miesięcy mieszkaliśmy u teściów, a potem w mieszkaniu położonym niedaleko od nich. Nie miałem kłopotów z rodziną żony, ale jak zwykle bywa, kłopoty z żoną. Małżeństwo to trudna ”instytucja”, a małżeństwo międzynarodowe stwarza dodatkowe problemy.

 

PJ: Proszę powiedzieć nam więcej o swojej najbliższej rodzinie – żonie, dzieciach. Wiem już, że ma Pan wnuki. Czy wszyscy mieszkają w Japonii? Czy Pana żona pracowała lub pracuje poza domem? Jak ułożyły sobie życie Pana dzieci?

B.Z.: Żonę poznałem w USA w 1973 roku. Przyjechała do Polski w 1976 roku i wzięliśmy ślub w Polsce. Mieszkaliśmy w Skierniewicach do roku 1985. Oboje pracowaliśmy w Instytucie Sadownictwa i Kwiaciarstwa. Żona wyjechała do Japonii by urodzić syna (Juliusza – Yuichi) w 1979 roku i córkę (Monikę) w 1982 roku. W 1984 roku urodziła najmłodszego syna (Kena – Roberta) w Skierniewicach, bo już umiała mówić po polsku i nie bała się naszych szpitali. Jak już wcześniej mówiłem, w 1986 roku wyjechaliśmy do Japonii, gdy córka zaczęła ciężko chorować. W Japonii żona pracowała dorywczo, a ja na cały etat. Od 12 lat żona nie pracuje.

Syn Juliusz od kilku lat mieszka ze swoją rodziną (żoną Polką i dwoma synami 8 i 6 lat) w Indonezji. W lecie ubiegłego roku synowa wróciła z wnukami do Polski, bo starszy wnuk poszedł już do 1 klasy. W przyszłym roku syn wróci do Polski i dołączy do żony i dzieci.

Córka Monika wyszła za mąż i ma dwoje dzieci, syna 10 lat i córkę 8 lat. Mieszka blisko nas. Teraz córka chodzi do szkoły by zdobyć licencję masażystki i robienia akupunktury. Jest obecnie na 3. roku i na wiosnę przyszłego roku będzie zdawała egzaminy końcowe. Mam nadzieję, że zda, bo musi mieć taki zawód, który mogłaby wykonywać, gdyby straciła wzrok. Z mężem się rozwiodła i on nie płaci alimentów na dzieci.

Najmłodszy syn Ken, nie jest żonaty i mieszka z nami. Jest nauczycielem przedmiotów ścisłych w liceum.

3.wnuki

JP: Jak widać, Pana rodzina jest polsko-japońska. Jakim językiem głównie posługuje się Pan w życiu codziennym?

B.Z.: Japońskim.

 

JP: Jak ocenia Pan swoją znajomość języka japońskiego? Gdzie się Pan uczył tego języka? Czy znał Pan japoński przed przyjazdem do Japonii?

B.Z.: W mowie dość dobrze. Brak znajomości gramatyki i słaba znajomość pisma nie pozwalają na poprawne mówienie i rozszerzenie słownictwa. Nie znałem japońskiego przed wyjazdem i sam się trochę uczyłem po przyjeździe do Japonii. Trochę pomogły  mi dzieci, a teraz pomagają mi wnuki. Żona nie jest pomocna. W pracy nikt mnie nie poprawiał pomimo moich próśb, bo w japońskiej kulturze to nie wypada, więc mam dużo błędnych nawyków. W pracy codziennie „czytam” e-maile po japońsku, tzn. nie wiem jak się czyta kanji , ale znam ich znaczenie. Odpowiadam w języku angielskim. Nie znam japońskiego wystarczająco i mam kłopoty ze zrozumieniem niektórych słów w e-mailach.

 

PJ: A w domu? W jakim języku rozmawia Pan z najbliższą rodziną? Czy Pana dzieci znają Polskę i język polski?

B.Z.: W domu rozmawiamy po japońsku. Najstarszy syn Juliusz mówi po polsku bardzo dobrze, jak rodowity Polak. Córka Monika bardzo ładnie mówiła, gdy była mała. Wyjechaliśmy z Polski, gdy miała 3,5 roku. Teraz ma kłopoty z mówieniem, chociaż wiele rozumie. Najmłodszy syn zaczął mówić po polsku pojedyncze słowa, ale miał 1,5 roku, gdy wyjeżdżaliśmy. Później uczył się japońskiego i nie zna języka polskiego.

 

PJ: Mieszka Pan w zachodniej części Japonii, w regionie Kansai. Jaka jest według Pana specyfika tego regionu Kansai?

B.Z.: Nie znam dobrze innych regionów (znam je tylko z krótkich wyjazdów), więc trudno mi powiedzieć. Najlepiej znam Tokio, bo jestem tam parę razy w miesiącu na krótkich wyjazdach służbowych (1-2 dni) i trochę Tottori, bo corocznie wyjeżdżam tam z rodziną na wakacje. W Tokio ludzie są zamknięci, bez wyrazu, i obojętni. Są pomocni, ale jakby niechętnie. W Kansai (Osace) ludzie są bardziej rozmowni i uczynni. Czuje się to „ciepło”. W Tottori ludzie są bardzo uczynni, mili i otwarci. Te różnice chyba nie są typowe dla Japonii, bo podobnie jest w stolicach, dużych miastach i prowincji w innych krajach Azji i Europy.

 

PJ: Jakie Pan sądzi , jakie są plusy i minusy mieszkania w Kansai? (w stosunku na przykład do obszaru tokijskiego)?

B.Z.: Plusem mieszkania w Tokio, jest bliskość Ambasady Polskiej i innych ambasad. Większe możliwości znalezienia pracy. Minusem jest duży tłok w mieście, w metrze i pociągach dojeżdżających do Tokio.

W Osace i Kansai nie ma tylu firm, w których można znaleźć pracę, ale wyraźniej jest mniej ludzi w mieście, metrze i pociągach. Dużo smaczniejsze jest również jedzenie i na dodatek tańsze. Nie znam dokładnie innych cen w Tokio - Kanto, ale wynajęcie mieszkania, wiele usług i towarów wydaje się być tańsze w Osace niż w Tokio.

 

PJ: W jakim środowisku obraca się Pan na co dzień? Czy są to głównie Japończycy czy ekspaci?

B.Z.: Na co dzień przebywam z Japończykami. Mam dużo kontaktów ze znajomymi z Polski i z wielu innych krajów.

 

PJ: Czy często spotyka się Pan w środowisku polonijnym?

B.Z.: Spotykamy się 1-2 razy w miesiącu. Z niektórymi osobami spotykam się częściej na tenisie.

 

PJ: Czy czuje się Pan „zadomowiony” w Japonii? Czy planuje Pan tu mieszkać dłużej (na emeryturze)?

B.Z.: Jestem zadomowiony i planuję tu zawsze mieszkać.

 

PJ: W takim razie jest Pan zadowolony z życia w Japonii?

B.Z.: Tak.

 

PJ: Czy można powiedzieć, że jest Pan zadowolony ze swojego poziomu życia i sytuacji ekonomicznej? Wygląda na to, że jest Pan człowiekiem sukcesu.

B.Z.: Jestem zadowolony z mojego poziomu życia w Japonii, chociaż pożyczka na dom trochę ciąży. No i teraz muszę utrzymać również córkę i dwoje wnuków od prawie 3 lat, czyli od momentu, gdy córka poszła do szkoły. Wychowałem dzieci i pomagam wnukom i to jest sukces. Wzrok córki to stałe zmartwienie, ale cieszą zdrowe wnuki.

 

PJ: Co było największym problemem w Pana dotychczasowym życiu w Japonii? Kto Panu pomógł w rozwiązaniu tego problemu?

B.Z.: Znalezienie pracy. Pomogła mi żona i biuro pośrednictwa pracy. Wielkim problemem była również tęsknota za Polską. W tym nikt nie mógł mi pomóc. Pomógł czas i narodziny wnuków.

 

PJ: W jakich sytuacjach tęskni Pan za Polską?

B.Z.: Zawsze tęsknię, a szczególnie gdy nie jestem zajęty.

 

 

PJ: Czego polskiego najbardziej Panu brakuje?

B.Z.: Znajomych i przyjaciół, krajobrazu, małych miast i wsi, wieczorów z polskimi kawałami, spaceru po śniegu, śpiewających skowronków na wiosnę, kukania kukułek w lecie, świeżych czerwonych buraków, selera korzeniowego i korzenia pietruszki.

 

PJ: Dziękujemy Panu serdecznie za rozmowę, życząc powodzenia w pracy oraz wszystkiego dobrego.

B.Z.: Również dziękuję i życzę wszystkiego dobrego. Do zobaczenia.

 

Rozmawiała Emilia Okuyama

 

 

 

 

 

 

Zaloguj się, by skomentować
© 2013 www.polonia-jp.jp

Logowanie lub Rejestracja

Zaloguj się