gazeta.jp Polonia Japonica

Polonijny portal internetowy funkcjonujący w polsko-japońskiej przestrzeni międzykulturowej, prowadzony przez grupę Polek mieszkających, pracujących i działających w Japonii.

 

Galeria

A+ A A-

Rozmowa z Joanną Sato, psychoterapeutką

Oceń ten artykuł
(2 głosów)


„Gazeta Klubu Polskiego w Japonii” nr 6 (45) grudzień 2005

Renata Mitsui: Joanno, w jaki sposób znalazłaś się w Japonii?

Joanna Sato: Przyjechałam do Japonii ponieważ mój mąż jest Japończykiem.

W jaki sposób się poznaliście?

Poznaliśmy się kiedy mój mąż  - wtedy jeszcze nieznajomy - podróżował po Polsce. Spotkaliśmy się w Krakowie na Rynku.

Czy po dwóch tygodniach znajomości wzięliście ślub?

Nie, nie aż tak szybko. Długo korespondowaliśmy ze sobą, a ślub wzięliśmy po dłuższym czasie, po prawie trzech latach. Kiedy znalazłam się w Japonii, najpierw bardzo krótko przebywałam w Tokio, a potem zamieszkaliśmy w Kobe. To był rok 1992, czerwiec.

To znaczy, że mieszkasz w Japonii już ponad 13 lat?

Tak. Z przerwą dwu- i półroczną, kiedy byliśmy w Szwajcarii, w Genewie, między czerwcem ’96, a styczniem ’99.

Gdzie nauczyłaś się swego zawodu?

Studiowałam psychologię na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Specjalizowałam się w psychologii klinicznej, defektologicznej i społecznej. Kliniczną część mojej specjalizacji wykorzystuję w pracy – od ponad dziesięciu lat pracuję jako psychoterapeuta, z klientami angielskojęzycznymi. Przez pierwsze cztery lata mojego pobytu w Japonii, przed wyjazdem do Szwajcarii, pracowałam w agencji psychoterapeutycznej w Kobe, International Counselling Center (ICC). Po powrocie z Genewy do Japonii otwarłam prywatną praktykę - Kansai Counselling and Psychotherapy Practice, z dwoma gabinetami, w centrum Osaki i w Kobe. Od stycznia 2006 zamierzam rozpocząć przyjmowanie klientów także w Tokio.  
Przyznam się, że psychoterapeutów znam głównie z filmów amerykańskich i dlatego chciałabym zadać Ci podstawowe pytanie: czym zajmuje się psychoterapeuta?

Najogólniej rzecz ujmując – pomocą psychologiczną ludziom, którzy podjęli decyzję, że do poradzenia sobie z jakimś problemem lub przyglądnięcia się  sytuacji, w jakiej się znaleźli, potrzebne im jest profesjonalne wsparcie z zewnątrz. Psychoterapeuci specjalizują się w różnych zakresach problemów psychicznych i pracują z różnymi grupami kientów: z dziećmi, parami, rodzinami, klientami indywidualnymi; mogą zajmować się również prowadzeniem terapii grupowej. Terapeuci pracują w różnych tradycjach, czyli szkołach psychoterapeutycznych, opartych na odmiennych koncepcjach teoretycznych i posługujących się różnymi metodami.
Twoje pytanie jest równocześnie pytaniem o to, czym jest psychoterapia. Wrócę tutaj do pojęcia pomocy: psychoterapię można określić jako proces wspomagania klienta w definiowaniu jakiegoś osobistego problemu, w próbach spojrzenia na ten problem z różnych perspektyw i w poszukiwaniu rozwiązania tego problemu.

Definiujesz problemy, które ludzie mają?


Nie, ja nie definuję. Robi to klient przy moim wsparciu - pomagam ludziom nazwać ich problemy lub je przedefiniować. Ten etap terapii można określić jako diagnostyczny. Psycholog kliniczny zajmuje się diagnozowaniem. Są jednak szkoły terapeutyczne, które część diagnostyczną odsuwają na dalszy plan, żeby nie medykalizować procesu i nastawić się bardziej na znajdowanie siły w kliencie, niż na poszukiwanie jego słabych stron i braków.

A do jakiej szkoły Ty należysz?

W mojej pracy terapeutycznej usiłuję łaczyć metody z trzech tradycji: poznawczej, behawioralnej i psychodynamicznej.
 
Jak doszło do tego, że podjęłaś pracę w swoim zawodzie tu, w Japonii? Czy trudno Ci było znależć pracę?

Kiedy wyjeżdżałam do Japonii, możliwości pracy we własnym zawodzie brałam pod uwagę jedynie w wymiarze marzeń – może kiedyś, po dłuższym czasie, kiedy opanuję język i przeprowadzę nostryfikację dyplomu. To wszystko brzmiało wtedy raczej nierealnie. Tymczasem stało się inaczej. Wkrótce po moim przyjeździe do Kobe, jedna z moich świeżo poznanych znajomych podsunęła mi „Kansai Time Out”– angielskojęzyczną gazetę wydawaną w Kansai dla cudzoziemców. Ukazało się tam ogłoszenie, że agencja psychoterapeutyczna w Kobe (wspomniane przeze mnie ICC) poszukuje psychoterapeutów z co najmniej dwuletnim doświadczeniem klinicznym i z tytułem amerykańskiego M.A. lub jego odpowiednikiem. Odpowiedziałam na to ogłoszenie, mimo iż nie miałam żadnej praktyki, ponieważ przyjechałam tutaj zaraz po studiach. Zarząd agencji postanowił jednak we mnie „zainwestować”, biorąc pod uwagę fakt, że byłam rezydentem i nie miałam planów wyjeżdżania z Japonii. Zatrudniono mnie. Początkowo moja działalność była bardzo ograniczona, poniewaź musiałam doszlifować swoją wiedzę praktyczną w języku angielskim, ale z czasem zdobyłam potrzebne doświadczenie.

Kim są Twoi klienci?

Jak już powiedziałam, pracuję z klientelą angielskojęzyczną, co nie znaczy, że są to tylko Amerykanie, Anglicy, Australijczycy itd. Zdarzają się także klienci japońscy. Ogólnie mówiąc, są to wszyscy ci klienci, dla których terapia w języku angielskim nie jest wysiłkiem lingwistycznym. Pracuję z osobami dorosłymi, z indywidualnymi klientami i z parami. Przekrój zawodowy jest bardzo urozmaicony: nauczyciele angielskiego, pracownicy uniwersytetów, dużych korporacji i mniejszych firm, dyplomaci, artyści, osoby (głównie kobiety) pracujące w domu, wychowujące dzieci.

Jakie problemy mają cudzoziemcy w Japonii?

Z mojego doświadczenia wynika, że podróżujemy z własnymi problemami. To, co kiedyś się z nami działo, zwykle przywozimy ze sobą do Japonii. Powód jest prosty – zawsze przyjeżdżamy przecież do nowego miejsca ze swoją osobistą historią. Może się czasami zdarzyć, że w kontekście kontaktu z obcą kulturą jakieś, wcześniej przez nas niedoświadczone, kwestie problematyczne wysuną się na plan pierwszy i mogą wydawać się związane tylko i wyłącznie z procesem wchodzenia w nową, nieznaną kulturę. Zwykle jest jednak tak, że przyczyny tych trudności tkwią gdzie indziej, nie w Japonii. Na przykład sposób radzenia sobie z tak zwanym szokiem kulturowym, zależy w ogromnej mierze od naszej ogólnej osobistej umiejętności adaptacji do sytuacji nowych i nierozpoznanych.

Z jakimi problemami spotykasz się w swojej pracy najczęściej?

Depresja, szeroko pojęte uzależnienia (głównie od alkoholu), lęk, problemy z samoakceptacją, rozpacz po stracie, trauma.

Czy z tego rodzaju problemów można wyjść bez posługiwania się lekarstwami?


Jeżeli mówimy np. o depresji, to decyzja o konieczności rozpoczęcia farmakoterapii zależy od tego jak głęboko depresja się rozwinęła. Są klienci, którzy mimo nastrojów depresyjnych są w stanie w miarę niezaburzony sposób fukcjonować - wystarczy wtedy zastosowanie klasycznych metod  psychoterapeutycznych, np. poznawcza analiza negatywizmu w myśleniu i postawach (który w przypadku depresji jest sczególnie silny) lub behawioralne strategie wprowadzania zmian w codziennym życiu klienta . Są natomiast sytuacje, kiedy depresja jest tak głęboka, że wspomożenie terapii lekami jest niezbędne. Sugeruję wtedy klientowi wizytę u lekarza psychiatry, który będzie w stanie odpowiednie leki przepisać. Jako psycholog, nie mam prawa wypisywania recept.  

Powiedziałaś że pracujesz także z parami. Czy masz do czynienia z parami mieszanymi narodowościowo?

Tak, większość moich klientów-par to pary mieszane.

Jakie problemy miewają pary japońsko-cudzoziemskie?


Głównie są to problemy z komunikacją. I nie chodzi tutaj oczywiście o język. Sposób, w jaki dobra komunikacja w układach partnerskich jest postrzegana w Japonii i na Zachodzie bardzo się różni. Tu zdarzają się znaczne problemy.

Czy kuracja psychoterapeutyczna jest droga?

Nie jest tania, tym bardziej, że nie wszystkie systemy ubezpieczeń pokrywają tego typu interwencję. Wiem, że japoński kokumin hoken nie pokrywa takich wydatków. Mam jednak klientów, których firmy ubezpieczeniowe (globalne lub krajowe), włączają psychoterapię w zakres usług refundowanych. W Japonii ceny za jedną sesję terapeutyczną (która trwa od 45 do 60 min, w zależności od stylu pracy terapeuty) wahają się między 7.000 a 20.000 jenów. W Polsce (według danych, do jakich miałam dostęp w maju 2005) to rozpiętość między 50 a 100 zł za sesję.

Chyba ani w Polsce, ani w Japonii psychoterapia nie jest specjalnie popularna.

Staje się coraz bardziej popularna i tu, i tam. Pod pewnym względem oba kraje są podobne, ponieważ nie ma w nich ustawy o zawodzie psychoterapeuty, więc nie ma też państwowego systemu udzielania licencji i monitorowania pracy i rozwoju profesjonalnego terapeutów. W Polsce projekt takiej ustawy leży gdzieś w zakamarkach naszego parlamentu i nie wiem kiedy znowu rozpocznie się debata nad nią. Nie wiem jaka jest sytuacja w parlamencie japońskim w kwestii regulacji prawnych dotyczących zawodu psychoterapeuty, wiem natomiast, że ciągle brakuje państwowego, jednolitego systemu licencjonawania terapeutów. A jest przecież wiele profesji w Japonii, które takie systemy posiadają. Jest natomiast sporo organizacji zawodowych, które mają swoje wewnętrzne systemy egzaminowania i przyznawania licencji. Warto może też wspomnieć, że w Japonii powstały dwie oryginalne, japońskie szkoły terapeutyczne. Są to  terapia Naikan i terapia Mority.

Czym charakteryzują się te kierunki?

Myślę, że omówienie tych terapii to temat na osobny artykuł. Na dzisiaj, odsyłam zainteresowanych Czytelników na strony internetowe: www.morita-therapy.org oraz www.todoinstitute.org/naikan.html

Jeśli nawet psychoterapia nie jest w Japonii bardzo popularna, to trzeba chyba pamiętać o tym, że Japończycy mają swoje tradycyjne metody ćwiczenia ducha i ciała, na przykład medytacje – to też jest chyba rodzaj psychoterapii.

Tak, często polecam je moim klientom i obserwuję jak bardzo są pomocne.

Działasz tutaj w organizacji skupiającej ludzi Twojej profesji.

Należę do organizacji zawodowej pod nazwą International Mental Health Proffesionals Japan, która ma swoją stronę internetową (www.imhpj.org) i działa bardzo aktywnie. Co roku organizujemy konferencję szkoleniową, co miesiąc odbywają się spotkania kliniczne i dyskusyjne. Ciągłe doszkalanie się to nasz obowiązek zawodowy i wymóg etyczny. Wymiana informacji fachowych to jeden z dwóch podstawowych celów tej organizacji. Drugi to próba monitorowania kwestii etycznych związanych z psychoterapią (na przykład: ochrona prywatności i nietykalności osobistej klienta czy też dostęp klienta do informacji o wykształceniu i doświadczeniu psychoterapeuty). Wprowadziliśmy system weryfikacji umiejętności, sprawdzania dyplomów. Jeśli klienci mają jakieś problemy dotyczące etycznej strony działalności terapeuty, zawsze mogą się do nas zwrócić. Każdą tego typu skargę czy uwagę traktujemy bardzo poważnie.

Podczas pobytu w Szwajcarii również kontynuowałaś swą pracę zawodową.

Udało mi się zorganizować niewielką serię warsztatów dla cudzoziemców skupionych w angielskojęzycznej parafii katolickiej w Genewie. Poruszaliśmy tematy związane z funkcjonowaniem między kulturami, jak również tradycyjne tematy terapeutyczne.

Czy z perspektywy Szwajcarii, kraju chyba najbardziej konserwatywnego w Europie, zyskałaś jakieś nowe spojrzenie na Japonię?

Genewa ponoć różni się znacząco od reszty Szwajcarii, ze względu na swoją historyczną kosmopolityczność i obecność Narodów Zjednoczonych ze wszelkimi przyległymi organizacjami międzynarodowymi. Podejrzewam więc, że moje doświadczenie szwajcarskiego konserwatyzmu nie było miarodajne. Popatrzenie na Japonię z perspektywy innej niż polska było ciekawym procesem. Do najbardziej interesujących doświadczeń zaliczyłabym obserwację zyskaną w trakcie prowadzenia warsztatów, a polegającą na uświadomieniu sobie, że problemy cudzoziemców tu, w Japonii, nie różniły się szczególnie od problemów cudzoziemców w Szwajcarii. Są oczywiście pewne podstawowe różnice i niuanse kulturowe, ale to, czego każdy z nas doświadcza w środowisku obcym lub nowym jest zawsze podobne, bez względu na to czy nowość i obcość są japońskie czy szwajcarskie.

To jeszcze jeden dowód obalający tezę o wyjątkowości Japonii.


W pewnym stopniu tak. Ciekawym doświadczeniem było również to, że zauważyłam dużo plusów życia w Japonii, których nie dostrzegałam bedąc tutaj. Na przykład doskonale zorganizowane usługi.

Od zeszłego roku mieszkasz w Tokio, ale przedtem mieszkałaś w Kobe, byłaś tam podczas wielkiego trzęsienia ziemi w 1995 roku. Jakie to było doświadczenie?

Całkowicie traumatyczne. Mieszkaliśmy wtedy w dzielnicy Higashinada, która miała najwyższą ilość ofiar śmiertelnych. Mieliśmy więc z mężem wielkie szczęście, że udało nam się przeżyć i nie mieliśmy żadnych urazów fizycznych. To, że nasz budynek nie miał nawet najmniejszej rysy - a mieszkaliśmy wtedy w niewielkim bloku, na drugim piętrze – graniczy z cudem.

Gdzie byliście podczas trzęsienia ziemi?

Była to 5:46 nad ranem, więc oboje jeszcze spaliśmy. Dzięki tej wczesnej porze  bylismy razem, w domu, nie rozłączeni.

Co się działo w mieszkaniu? Czy meble się przewróciły?

Wstrząsy były bardzo mocne. Poprzewracało się wszystko: meble, lodówka, porozbijało szkło i porcelana. W pokojach było zupełne pobojowisko. Rozbiło się okno w jednym z pokoi, ponieważ obok niego stało wysokie biurko z komputerem, które uderzało w szybę podczas wstrząsów. Przez cały czas było ciemno – to była zima, 17 stycznia. Od razu zabrakło prądu, nie było wody, gazu. Przez pierwszą godzinę poruszaliśmy się po omacku po mieszkaniu, potykając się o poprzewracane rzeczy. Kiedy się rozjaśniło, wyszliśmy na zewnątrz i zobaczyliśmy jak wygląda okolica. Potem wróciliśmy do mieszkania. Zajęło nam trochę czasu zanim wśród poprzewracanych półek znaleźliśmy radio na baterie. Powoli, z wiadomości zaczęliśmy orientować się w sytuacji. Ale ciągle nie docierał do nas ogrom tego kataklizmu. Zastanawialiśmy się na przykład nad kwestią – z obecnej perspektywy – zupełnie bezsensowną: czy jechać do pracy, czy nie jechać? Nie wiedzieliśmy przecież, że żadna z kolei w Kobe nie działa z powodu katastrofalnych uszkodzeń torów i stacji.

Jaki wpływ na psychikę człowieka wywiera takie przeżycie?

Trauma zostaje w systemie, zostaje w naszym organizmie. Początek radzenia sobie z tą traumą jest bardzo trudny, czasami nawet bolesny. Pracowalam na przykład z klientami, którzy, nawet w kilka miesięcy po trzęsieniu, nie mogli wsiąść do pociagu, ponieważ wstrząsy pociągu podczas poruszania się przypominały im traumatyczną sytuację i wywoływały gwałtowną reakcję lękową. Mój mąż przez jakiś czas nie mógł spać w pokoju ze zgaszonym światłem (podczas trzęsienia było ciemno). Ja sama mocno reagowałam przez dłuższy czas na niektóre dźwięki: przed trzęsieniem ziemi pojawia się bardzo specyficzny, niski w tonach odgłos, który brzmi mniej więcej, jak silnik ciężarówki stojącej na światłach. Nawet w Polsce słysząc coś takiego czułam w sobie reakcję, obawę, że coś może się stać. Musiałam sobie powtórzyć, że jestem w Polsce, że nic się nie dzieje. Bardzo pomogło – mnie i mężowi – to, w co zangażowałam się zawodowo, czyli grupy wsparcia, które organizowaliśmy wspólnie z kolegami amerykańskimi. Przy tej okazji uczyłam się, jak pomagać innym. W miarę upływu czasu, jak z każdą traumą, tym bardziej jeśli włoży się jakiś wysiłek w to, żeby sobie z nią poradzić, sytuacja się zmienia. Ale zmienia się też sposób myślenia i patrzenia na rzeczywistość. Teraz jesteśmy przygotowani, mamy specjalne miejsce, gdzie jest woda i jedzenie i inne niezbędne przedmioty, rzeczy w domu są odpowiednio poukładane. Opracowany jest system przekazu informacji wśród przyjaciół i rodziny.

Rozmawiałysmy o tym, że chciałabyś swoje doświadczenia i rady przekazać innym Polakom.

Pomysły mam dwa. Jeden pomysł jest mój, oryginalny - jest to zorganizowanie warsztatu albo serii warsztatów na temat tego, jak się przygotować, także technicznie, do ewentualnego trzęsienia ziemi, czy innego kataklizmu: czego się spodziewać, jeżeli chodzi o wydarzenia wokól nas, o reakcje psychiczne swoje i najbliższych, jak sobie radzić później z konsekwencjami takiej traumy. Drugi pomysł, podsunięty przez poprzedniego konsula, pana Rowickiego, to przygotowanie broszury z podstawowymi informacjami na ten temat, która byłaby dostępna wszystkim Polakom mieszkającym w Japonii.

Żyjemy w kraju niespokojnych żywiołów.

Dobrze jest wiedzieć czego się spodziewać, jak należy się przygotować, jak sobie radzić.

Mam nadzieję, że obie Twoje inicjatywy zostaną zrealizowane, przy pomocy zarówno konsulatu jak i grup polonijnych.


Ja również mam taką nadzieję. Jedna generalna uwaga: można wiele zrobić, żeby przygotować się do kataklizmu typu trzęsienie ziemi. Nikt jednak nie jest w stanie do końca przwidzieć swoich reakcji, ponieważ nieprzewidywalna jest sytuacja. Nawet jeśli już przeżyliśmy podobne nieszczęście, to nie znaczy, że nasze reakcje powtórzą się w taki sam sposób. Natomiast im więcej mamy informacji, tym łatwiej będzie sobie poradzić z dramatycznym wydarzeniem i ze wszelkimi jego konsekwencjami.

Mówiłyśmy o wielkich problemach, a teraz chciałbym zapytać o sprawy drobniejsze. Co zrobić gdy ktoś np. wstaje rano w poniedziałek i czuje, że ma wszystkiego dosyć. Do psychoterapety udaje się pewnie dopiero wtedy, kiedy uważa, że jest z nim bardzo źle, ale co ma robić, kiedy się po prostu źle czuje?

Trudno jest mi udzielić odpowiedzi na tak ogólnie postawiony problem. Sugestia będzie więc też raczej ogólna: jeśli w poniedziałek rano nie chce nam się żyć, to jedną z kwestii, której należałoby się przyjrzeć, może być pytanie: czy faktycznie dbamy o siebie? To jest podstawowa prawda, o której często zapominamy. Zapominamy o tym, że po to, aby funkcjonować w sposób satysfakcjonujący siebie i innych, musimy o siebie dbać. To czasami sprowadza się do bardzo podstawowych spraw. Czy zapewniam sobie odpowiednią ilość zdrowego snu? Czy dobrze, zdrowo i według zbalansowanej diety się odżywiam? Jeśli pracuję zawodowo i jestem bardzo w swoją pracę zaangażowany – czy dbam o to, by robić także inne rzeczy, które sprawiają mi przyjemność: spotkanie z przyjaciółmi, wyjście do kina, przejażdżka rowerem lub przebieżka. A skoro już o tym mowa, ćwiczenia fizyczne to jeden z najtańszych i najskuteczniejszych naturalnych antydepresantów.

Wiele jest jeszcze pytań, które chciałabym Ci postawić, ale nasz wywiad nie może ciągnąć się w nieskończoność. Rozmawiałysmy wcześniej o tym, że lubisz pisać, proponuję Ci w imieniu redakcji, żebyś zaczęła prowadzić w Gazecie swoją własną rubrykę, w której podzieliłabyś się z nami swoją wiedzą i doświadczeniem.

Bardzo chętnie, myślę, że uda się nam rozwinąć wspólpracę. Jeśli Redakcja lub Czytelnicy mieliby jakieś sugestie, jakie problemy są godne poruszenia, to jestem otwarta na takie propozycje.

Joanno, dziękuję Ci bardzo za rozmowę, a wszystkie osoby czytające ten wywiad z całego serca zachęcam do nadsyłania pytań i sugestii.

Więcej w tej kategorii: Listy z Tokio »
Zaloguj się, by skomentować
© 2013 www.polonia-jp.jp

Logowanie lub Rejestracja

Zaloguj się